„Jestem przekonana, że ta zmora kiedyś mnie wykończy. Śni mi się ciągle, uparcie powraca”. Czym jest zmora, zwana również marą, gniotkiem, dusiołkiem czy kikimorą ? To pół demoniczna istota występująca w wierzeniach słowiańskich. Według ludowych podań to dusza zmarłego lub żywego człowieka siadającą nocą na piersiach śpiącego, by pozbawić go tchu. Wierzono, że zmora,  najczęściej przybierająca postać widmowej, wysokiej i przeraźliwie chudej kobiety, nie tylko przyduszała swoją ofiarę, niekiedy pozbawiając ją życia, ale też wysysała z niej krew i zsyłała na nią potworne koszmary. Spędzająca sen z powiek mara wydaje się zatem być idealną kandydatką na bohaterkę mrożącego krew w żyłach horroru, ale „Zmora” Robert Małecka nie jest powieścią grozy, lecz thrillerem kryminalnym.

Nękana koszmarami sennymi Kama Kosowska straciła pracę w Warszawie i po wielomiesięcznym, ale bezskutecznym poszukiwaniu nowego zatrudnienia postanowiła wrócić do rodzinnego Torunia. Kobieta desperacko potrzebuje pieniędzy, dlatego za namową dawnego kolegi ze szkoły zgadza się spotkać z producentem filmowym Pawłem Hałasem, który planuje nakręceniu serialu dla Netflixa. Każdy odcinek ma być poświęcony innej sprawie tajemniczemu zaginięciu dziecka, której do tej pory nie udało się rozwikłać. Bohaterem z jednego z nich ma być Piotr Janocha. Chłopiec, wówczas siedmioletni, zaginął bez śladu w 1986. Kama nie tylko była jego przyjaciółką, ale też jedną z osób, które widziały go jako ostatnie, a sprawą zaginięcia zajmował się wtedy jej ojciec – obecnie emerytowany policjant Waldemar Kosowski. Czy po tak długim czasie uda się rozwikłać zagadkę sprzed lat? Co się stało z Piotrkiem? Czy policja zrobiła wszystko, by odnaleźć chłopca?

„Nie ma takiego ognia, który wypala wspomnienia”. Jednym z największych zaskoczeń minionego roku była dla mnie „Żałobnica” –  książka tak inna od wcześniejszych powieści Roberta Małeckiego, że jej lektura wprawiła w konsternację sporą część fanów autora. Czy „Żałobnica” była tylko chwilowym flirtem pisarza z thrillerem psychologicznym, czy zapowiedzią nowego kierunku, w którym zmierza jego twórczość? „Zmora” stanowi niepodważalny dowód na to, że w powieściach Roberta Małeckiego jest coraz mniej Roberta Małeckiego, którego znamy i lubimy z serii z Bernardem Grossem, a coraz więcej  Magdy Stachuli. Z kryminału/thrillera zostało tutaj naprawdę niewiele, bo autor mocno skręcił w stronę powieści obyczajowej. “Zmora” jest rozwlekła i przegadana. W „Żałobnicy” było przynajmniej kilka ciekawych rozwiązań i prawdziwych zaskoczeń, ale w „Zmorze” ich zabrakło. Tak samo, jak zabrakło emocji. Trudno znaleźć chociaż jednego bohatera, którego losem można by się przejąć. Komisarz Lesław Korcz jest kompletnie nijaki, Kama Kosowska pozbawiona iskry. Trochę życia wprowadza do fabuły jej przyjaciółka Aldona, ale pojawia się w książce zaledwie kilka razy. Z całej powieści najbardziej podobało mi się zakończenie, które zdecydowanie podnosi ogólną ocenę tej pozycji, ale nawet ono nie jest na tyle zaskakujące, żebym mogła z czystym sumieniem polecić „Zmorę” fanom kryminałów/thrillerów.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Robert Małecki w nowej odsłonie znajdzie swoich zagorzałych zwolenników, bo wielu czytelnikom może się spodobać takie przesunięcie akcentów z warstwy kryminalnej na psychologiczno – obyczajową. Ja akurat wolę rasowe kryminały, takie jak „Skaza” czy „Wada”, więc „Zmora” jakoś szczególnie nie przypadła mi do gustu. Mam nadzieję, że autor zdecyduje się na powrót do korzeni i jego kolejna powieść będzie bardziej „kryminalna”.

“Zmora” i inne książki kryminały, znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *