„W niewielkim świecie rekonstrukcji sądowej nikt nie był w stanie zrobić tego, co osiągała Rory Moore. Rozpalała nowy ogień w śledztwach, które zdążyły już stać się zimniejsze niż Chicago w styczniu. Miała to po prostu w genach. Jej DNA było zaprogramowane tak, by dostrzegła rzeczy przeoczone przez innych, żeby łączyła kropki, które wyglądały na przypadkowo rozrzucone w oczach każdej innej osoby”. Charlie Donlea wskoczył na listę moich ulubionych autorów kryminałów za sprawą zaskakującego „Domu samobójców”. Książka okazała się tak wciągająca, że po skończonej lekturze zaczęłam się zastanawiać, jak długo będę musiała czekać na kolejne spotkanie z niezrównaną Rory Moore. Nie spodziewałam się, że „Zło kryje się w mroku” – pierwszy tom serii, ale wydany po „Domu samobójców” – tak szybko trafi w moje ręce. I  po raz kolejny Charlie Donlea mnie nie zawiódł : „Zło kryje się w mroku” to prawdziwa gratka dla fanów zagadek kryminalnych.

Dla zajmującej się rekonstrukcją sądową Rory Moore każdy dzień to dzień walki ze swoimi ograniczeniami, bo jej świat już od najmłodszych lat  „był otoczonym murami sanktuarium, do którego nie wpuszczała zbyt wielu osób, a którego wielu ludzie w ogóle nie rozumiało”. Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które naprawdę znają Rory, dlatego kiedy umiera jedna z nich – jej ukochany ojciec – świat kobiety drży w posadach. Frank Moore był prawnikiem i przez dekady reprezentował Złodzieja – seryjnego mordercę, który tak skutecznie zacierał ślady, że ostatecznie został oskarżony tylko o jedno morderstwo, a teraz po czterdziestu latach ma zostać zwolniony warunkowo z więzienia. Po śmierci Franka to na jego córkę spada obowiązek doprowadzenia skomplikowanej sprawy do końca, ale od słynnego przestępcy bardziej interesują ją losy niejakiej Angeli Mitchell – kobiety,  która naprowadziła policję na trop Złodzieja, a potem zniknęła bez śladu.

„Na pewnym etapie w życiu każdego mordercy dokonywany był wybór. Niektórzy wybierali ciemność, inni zostawali przez nią wybrani”. Do której z tych kategorii należy Złodziej? „Lato tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego dziewiątego roku zasłynęło z zaginięć kobiet, a całe miasto balansowało na krawędzi”. Mieszkanki Chicago bały się wychodzić same na ulicę, a Angela Mitchell zaczęła analizować pojawiające się w mediach informacje i dokonała wstrząsającego odkrycia. Prawie czterdzieści lat później Rory Moore rusza śladami Angeli, by wreszcie dopasować wszystkie elementy układanki, która przez dziesięciolecia wydawała się niemożliwa do złożenia. „Zło kryje się w mroku” to prawdziwy mix zagadek kryminalnych, ale też opowieść o dwóch niezwykłych kobietach. Akcja toczy się w 1979 oraz w 2019 z krótkimi przeskokami do wczesnych lat osiemdziesiątych, ale w odróżnieniu od „Domu samobójców” nie pędzi do przodu z zawrotną prędkością i nie oferuje aż tylu zaskakujących zwrotów akcji. Fabuła skupia się wokół samej Rory – jej problemów, nietypowych talentów, sposobu, w jaki patrzy na świat, dziwnych wspomnień i sekretów skrywanych przez członków jej najbliżej rodziny – ale to wcale nie znaczy, że powieść nie wciąga. Wciąga i to bardzo, a fantastyczne zakończenie nie rozczaruje nawet najwybredniejszych czytelników.

„Zło kryje się w mroku” to bardziej intrygujący thriller psychologiczny z emocjonującym finałem niż klasyczny kryminał, ale najnowszą książkę Charliego Donlea – podobnie jak poprzednie – pochłania się z ogromną przyjemnością. Zastanawiam się, dlaczego wydawnictwo Filia zdecydowało się na wydanie drugiego tomu serii przed pierwszym. Chociaż oba tytuły można czytać jako samodzielne powieści, warto najpierw sięgnąć po „Zło kryje się w mroku”, żeby lepiej poznać Rory Moore i „genezę jej dziwactw”.

 

Książkę: „Zło kryje się w mroku” i inne książki thrillery psychologiczne, znajdziecie na stronie internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *