„Wszystko w piwnicy dzieje się w zwolnionym tempie. Czas stanął w miejscu. Moje ciało promieniuje bólem. Te części, które nie bolą, mrowią. Skórę mam zdrapaną do krwi. Wciąż powtarzam sobie, że to tylko koszmarny sen i lada chwila obudzę się w moim domu, we własnym łóżku, otulona moją różową kołdrą. Ale to nie koszmar. To rzeczywistość. To dzieje się naprawdę”. „Złe uczynki” to kolejny thriller psychologiczny Lucindy Berry, autorki „Idealnego dziecka” i „Ocalić syna”, ale też książka ku przestrodze. Wyobraź sobie, że wychodzisz pobiegać i nagle podjeżdża do ciebie samochód. Kierujący nim nieznajomy mężczyzna pyta, czy przypadkiem nie widziałaś zaginionego pieska,  a potem… A potem twoje beztroskie życie zamienia się w prawdziwe piekło na ziemi.

Elle leży w szpitalu otoczona troskliwą opieką nie tylko personelu medycznego, ale również policjantów, specjalnie przeszkolonego psychologa oraz agentów FBI. Dziewczynie udało się uciec z domu, w piwnicy którego była przetrzymywana przez kilka miesięcy.  Teraz dochodzi do siebie pod czujnym okiem matki. Mężczyzna, który porwał Ellę –  niejaki John Smith – uciekł przed wymiarem sprawiedliwości i na razie skutecznie ukrywa się przed podążającymi jego tropem funkcjonariuszami. Nie wiadomo, ile dokładnie ofiar zwyrodnialec ma na sumieniu, bo oprócz Elli pobyt w piwnicy Smitha przeżyła tylko jedna dziewczyna –  Sarah. Jakim cudem nastolatce udało się wydostać ze świetnie zabezpieczonego domu? Czy to już koniec jej koszmaru i Ella  będzie w stanie wrócić do normalnego życia?

„Złe uczynki” to moje drugie spotkanie z twórczością Lucindy Berry  i równie emocjonujące co pierwsze, chociaż nie przepadam za taką konstrukcją powieści. Wydarzenia śledzimy naprzemiennie w dwóch planach czasowych (wtedy i teraz) i z perspektywy zarówno Elli, jak i Sarah. Na początku te przeskoki trochę mnie denerwowały, bo kiedy już się wydawało, że autorka wreszcie uchyli rąbka tajemnicy, następował przeskok w czasie i nic się nie wyjaśniało. Trudno nie zaangażować się w akcję, bo losy porwanych dziewczyn zostały opisy w niezwykle przejmujący sposób, a ciągłe zwroty akcji sprawiają, że od powieści Lucindy Berry nie można się oderwać. Ale jest też w „Złych uczynkach” postać, która doprowadziła mnie na skraj rozpaczy i sprawiła, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę.  Pozostaje mieć nadzieję, że w  prawdziwym życiu żadna kochająca matka nie byłaby tak ślepa na cierpienie własnego dziecka i nie postąpiłaby jak Jocelyn.  Lucinda Berry ma prawdziwy talent do kreślenia postaci matek, które swoim zachowaniem doprowadzają czytelnika do białej gorączki, ale „Złe uczynki” to nie tylko wstrząsająca opowieści o ogromnym cierpieniu i próbie powrotu do normalności po niewyobrażalnej traumie. Autorka przestrzega w niej przed zagrożeniami związanymi z nierozsądnym korzystaniem z mediów społecznościowych i uczula młode dziewczyny, by nie wystawiały się na cel „przez swoje ciągłe aktualizacje statusów, mówienie światu, gdzie są, i pokazywanie każdemu swojego prywatnego życia”.

Lucinda Berry po raz drugi zafundowała mi prawdziwy emocjonalny armagedon.  Doskonale pamiętam poprzednią książkę autorki, bo zrobiła ona na mnie piorunujące wrażenie. Mam oczywiście na myśli „Ocalić syna” – rozdzierającą serce, ale też budzącą olbrzymie kontrowersje opowieść o sile matczynej miłości. „Złe uczynki” są równie angażującą lekturą i pozycją obowiązkową dla wszystkich miłośników pogmatwanych thrillerów psychologicznych, w których napięcie rośnie z każdą przewracaną stroną.

„Złe uczynki” i inne thrillery psychologiczne książki znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *