Chyba każdy chociaż raz w życiu zetknął się z sytuacją, w której jakieś dziecko prosiło rodzica/ciotkę/sąsiada/kogokolwiek o coś słodkiego. Nic nie nakręca bardziej tych małych, energicznych milusińskich, niż bomba kaloryczna. Kakao? Oczywiście! Ciastka? No jasne, że tak! Czekolada? Jeszcze się pytasz?! Lody? Dawaj, wszystko w siebie wcisnę! I choć nie raz i nie dwa zdarza się, że ulegniemy ich prośbom, to często później odczuwamy z tego powodu wyrzuty sumienia. W końcu to żadna tajemnica, że słodycze to przyjemność, ale też główny prowodyr cukrzycy, otyłości, próchnicy i wielu innych nieprzyjemności, na które swoich i cudzych pociech nie chcemy narażać. „Zdrowe łakocie” powstało właśnie po to, by ukrócić wszelkie te rozterki. Od teraz znowu możemy łączyć przyjemne z pożytecznym, tworząc własne specjały. I to my zadecydujemy, ile i czego do nich dodajemy. To dużo lepsze wyjście niż kupowanie batonika, który ma w sobie całą tablicę Mendelejewa.

Książka składa się z 90 przepisów. Wbrew tytułowi, proponowane słodkości przypadną do gustu osobom w każdym wieku. Nie sądzę, żeby jakikolwiek miłośnik Nutelli oparł się jej zdrowszej, bananowej wersji, którą może przyrządzić sam w dowolnym momencie. Już nie wspomnę o tych cudnych babeczkach i chrupkach z ciecierzycy, przy których od samego patrzenia na ich zdjęcie z ust leci nam ślina. Wiele pomysłów dostosowanych jest pod dzieci, jeśli chodzi o estetykę podania. Przykładowo, w książce znajdzie się przepis na galaretki w kształcie serduszek czy eleganckie tartaletki.

Pod względem technicznym „Zdrowe łakocie” są wykonane po mistrzowsku. Okładka jest odporna na plamy, receptury są przejrzyste, napisane odpowiednio dużą czcionką, a fotografie przekąsek dają dobry pogląd na to, jak ma (albo przynajmniej powinien) wyglądać skończony smakołyk. Zdarza się jednak, że przy niektórych potrawach nie znajdziemy ich zdjęć, ale jest to fakt do przeżycia, bo sam opis, a czasem nawet nagłówek, zachęcają do poszalenia w kuchni z trzepaczką i foremkami do wypieków.

Przepisy są nieziemsko proste i nie zakładają kupna setki obco brzmiących składników. W zasadzie większość z nich znajdzie się z pewnością w lokalnym sklepie lub najbliższej Biedronce. To uważam za niekwestionowany atut, ponieważ można te dziesiątki łakoci przygotować niemal od ręki, bez tworzenia długich (i w efekcie kosztownych) list zakupów. Po kieszeni też nie dostaniemy, bo na słodkości nie składa się zawsze więcej niż kilka składników, zaliczających się raczej do tej niższej półki cenowej. Jest jednak też pewien mankament – niestety, nie podano nam kaloryczności poszczególnych kulinarnych perełek.

Co istotne, na co zresztą wskazuje tytuł, słodycze w zamyśle mają być zdrowe. Wiąże się to z zastąpieniem białego cukru przez inne substancje, dzięki czemu od razu zostają „ciachnięte” zbędne kalorie, a co za tym idzie – można sobie pozwolić na nieco więcej przyjemności bez wyrzutów sumienia czy też wycisku na siłowni na drugi dzień. To też świetna okazja na rodzinną integrację w kuchni przy wspólnym przyrządzaniu domowych lodów, grzanek czy pierożków. Myślę, że mogę polecić „Zdrowe łakocie” autorstwa Jolanty Niklickiej-Kleser wszystkim, jak ja, ogromnym łasuchom, którzy lubią pichcić, ale jeszcze bardziej zajadać się pysznościami, jednak jednocześnie nie chcą przesadzać z kalorycznością, by nie stać się żywymi pączkami.

Książkę „Zdrowe łakocie. Domowe słodycze dla dzieci” oraz inne książki kucharskie znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *