„Na swoje nieszczęście wciąż byłem znaną twarzą Wydziału Kryminalnego. Sławę zyskałem trzy lata temu, kiedy Tasio Ortiz de Zarate ujawnił moją tożsamość w Internecie. Od tej pory każdy, kto miał jakiś problem z prawem czy chciał złożyć doniesienie, udawał się na komisariat przy Portal de Foronda i pytał o „inspektora Krakena”.

Specjalista od profilowania kryminalnego w wydziale w śledczym jednego z komisariatów w Vitorii Unai López de Ayala nie ma chwili wytchnienia. W stolicy Kraju Basków w bardzo podejrzanych i tajemniczych okolicznościach zaginęły dwie nastoletnie siostry, a na spotkaniu z ukrywającym swoją tożsamość autorem bestsellerowej powieści historycznej „Władcy czasu” umiera miejscowy przedsiębiorca. Czy te dwa zdarzenia mają ze sobą coś wspólnego? I jaką rolę w całej sprawie ogrywa zwinna zakonnica, której udało się uciec przed ściągającym ją inspektorem Krakenem?

Unai López de Ayala wreszcie odzyskał mowę. Teraz odkrywa uroki ojcostwa, wychowując dwuletnią Debę. Wydarzenia ostatnich lat, a przede wszystkim dwa czasochłonne dochodzenia, w wyniku których wiele bliskich mu osób zostało narażonych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, odcisnęły piętno na jego psychice: „Od jakiegoś czasu czułem się kompletnie zagubiony, i to nie dlatego, że prowadziłem najbardziej niezwykłe śledztwo w swojej karierze profilera. Nie znajdowałem już w sobie tej energii, która wcześniej sprawiała, że wyskakiwałem z łóżka i z zapałem biegłem do swojego gabinetu. Czułem, że stoję na rozstaju dróg, i nie chciałem zamykać się na żadną z możliwości, jakie oferowała mi przyszłość”. Presja rośnie z każdym kolejnym dniem śledztwa, ale Unai jak zwykle ma poczucie misji. „Tylko ty możesz robić to, co robi Kraken”, przekonuje go koleżanka po fachu, „ tylko ty potrafiłeś rozwiązać zagadkę podwójnej zbrodni w dolmenie dwadzieścia lat później. I doprowadzić do końca śledztwo „Rytuały wody”. Tym jesteś, to umiesz robić”. Bohater mierzy się z własnymi demonami, a tymczasem na jego barki spada ciężar kolejnego dochodzenia w sprawie zbrodni, które swoje korzenie mają w bardzo odległej przeszłości. „Władcy czasu” to tak naprawdę dwie książki w jednej, dwa przeplatające się ze sobą plany czasowe. Historia rozgrywa się w roku 2019 i w średniowiecznej Vitorii. Wątek współczesny, skupiający się na rozwiązaniu zagadki makabrycznych zgonów i ich związku z książką, w której zaczytują się mieszkańcy miasta, został poprzetykany przeskokami do dwunastego wieku. To w nich poznajemy historię miasta i znakomitych rodów, które ogrywały w jego rozwoju kluczową rolę. Jak zwykle w książkach autorki, grzechy z przeszłości rzucają bardzo długie cienie. „Władców czasu” czyta się świetnie i z niesłabnącym zainteresowaniem. Pięciuset stronnicową powieść można spokojnie przeczytać w dwa wieczory, bo nie sposób się od niej oderwać. Szybka akcja, ciekawi bohaterowie, zaskakujący finał i to coś, co sprawia, że powieści Evy Garcii Saenz De Urturi wyróżniają się na tle setek thrillerów i kryminałów, od których uginają się półki w księgarniach, czyli odrobinka literackiej magii i urzekająca baskijska sceneria.

Trylogia Białego Miasta odniosła na całym świecie spektakularny i, co warto zaznaczyć, całkowicie zasłużony sukces, bo zarówno rewelacyjna „Cisza białego miasta”, jak i jej niezwykle udana kontynuacja „Rytuały wody” to thrillery z najwyższej półki. „Władcy czasu” to trzeci i ostatni tom serii, chociaż wcale nie zdziwię się, jak za jakiś czas Eva Garcia Saenz De Urturi zaskoczy czytelników kolejną powieścią rozgrywającą się w malowniczej i pełen tajemnic Vitorii.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *