Solidne rzemiosło – tak pomyślałam gdy wpadła mi w ręce trzecia książka Igora Brejdyganta „Rysa”. Autor w sile wieku, mający już za sobą sukcesy literackie, jak i doświadczenie filmowo-telewizyjne, powinien gwarantować dobrą, kryminalną rozrywkę. Bardzo pochlebne rekomendacje Miłoszewskiego czy Harasimowicza powinny przekonać najbardziej opornych. Skusiło i mnie.

Monika Brzozowska pracuje w stołecznej policji. Kilkuletnie doświadczenie zawodowe zaowocowało stanowiskiem komisarza, co w tym męskim zawodzie jest nie lada osiągnięciem. Zawodowe sukcesy niekoniecznie idą w parze z życiem prywatnym, choć na atrakcyjnego i zamożnego partnera nie można narzekać. Na Pradze zostaje brutalnie zamordowany bezdomny alkoholik. Sprawa wydaje się prosta, ale coś nie daje Monice spokoju. Sprawy z przeszłości i błędy młodości w niezrozumiały początkowo sposób zaczynają mącić codzienność kobiety, łączyć się z prowadzonym dochodzeniem i z każdą godziną coraz bardziej komplikują sprawę. Nie pomagają w tym kolejne zgony jakby znajomych osób …

Co nam serwuje Brejdygant? Wszystkiego po trochu. Skoro to sensacyjny gatunek jest zbrodnia, mafia, narkotyki, pedofilia, polityka i alkoholizm. Mimo takiego miszmaszu całość ułożyła się autorowi dość dobrze, przynajmniej na początku książki. Pod koniec zdarzało mi się pogubić i gdyby nie ściąga do recenzji to ostatnie strony były zbyt zagmatwane. To dobra baza pod scenariusz, bo autor precyzyjnie opisuje wygląd postaci, miejsca w których toczy się akcja ułatwiając znacząco wyobrażenie bohaterów w akcji. Jeżeli znacie dobrze Warszawę lektura będzie jak wieczorna przejażdżka po stolicy.

Nie udało mi się polubić Moniki jak na przykład policyjnych bohaterów Małeckiego czy Czornyja. Uczynienie kobiety główną bohaterką swojej powieści było ze strony autora odważnym posunięciem. Być może czytającemu mężczyźnie przypadnie ona do gustu, jak dla mnie niestety nie. Choć jest inteligentna, wygadana, mi wydała się oschła, mało empatyczna, bez tej typowej złożoności emocjonalnej jaką niosą za sobą dwa chromosomy X. Mróz z Chyłką sobie poradził, Brejdygant z Brzozowską niekoniecznie. Spodobały mi się za to postaci drugoplanowe pani doktor patolog i oficera ABW, przewijające się w pierwszej połowie książki. W końcówce jakby przez autora zapomniane, a szkoda, bo rozwinięcie roli Wareckiego wyszłoby powieści na dobre.

To dobra sensacja, przekonujące motywy działa postaci, próby wyjścia z opresji nie odbiegające od realiów. Mało wymyślne, acz skuteczne narzędzia zbrodni, policyjna kuchnia w typowo rodzimym wydaniu. Są ucieczki, ale nie spektakularne pościgi, jest też moja ulubiona marka szwedzkich samochodów czym autor bardzo zapunktował.

Rysa jest też thrillerem psychologicznym i moim zdaniem to najmocniejsza strona tej książki. Ciągła niepewność, podskórny niepokój ciągnęły się z mną podczas lektury. Monika ma częste palimpsesty i momentami gubi się w tym co jest rzeczywistością, a co tylko wspomnieniem. „ Bo czym są wspomnienia? Zapachem, dźwiękiem, myślą, obrazem, uczuciem? Pewnie wszystkim naraz”. Medyczny sposób zwabienia ofiar był ciekawy, ale jak dla mnie – medyka za mocno naciągany. Zespół odstawienny nie pozwala na normalne funkcjonowanie, jak zdaje się przekonywać autor.

Czy można przeczytać ta książkę jednym tchem? Mi się nie udało, ale tak czasami się zdarza. Końcówka zapowiada kontynuację losów bohaterów i jestem ciekawa, czy Brejdygant zdecyduje się wydać drugi tom. Bo pomimo niedociągnięć „Rysy” jest w tej historii potencjał i można interesująco rozwinąć historię Moniki. Dobra lektura, w mojej ocenie 6/10.

Autorka recenzji: Marta Poznańska

Jeśli interesuje Cię dobry kryminał książka sięgnij koniecznie po “Rysę” Igora Brejdyganta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *