„Problem chorób psychicznych i przestępczości sięga początków pisanej historii. Kodeks Hammurabiego (…) był pierwszym na świecie spisanym systemem prawnym zakazującym karania za popełnione przestępstwa osób chorych psychicznie. Na przestrzeni wieków wszystkie społeczeństwa w taki czy inny sposób przestrzegały tego zalecenia”. Co zatem zrobić z mordercą, który został uznany za upośledzonego umysłowo na tyle, że prawo nie zezwala na pociągnięcie go do odpowiedzialności za popełnioną zbrodnię? W Stanach Zjednoczonych ktoś taki trafia do szpitala psychiatrii sądowej, w której leczeni są chorzy psychicznie przestępcy. Takim właśnie miejscem jest opisany w „Psychopatach” Stephena Seagera Napa State Hospital.

Autor i zarazem bohater książki – doktor psychiatrii – został zatrudniony do „kierowania specjalnym odziałem w dużym stanowym szpitalu psychiatrycznym. To rodzaj niebezpiecznego, niepokojącego miejsca, przypominającego filmowy Baltimore State z „Milczenia owiec””. Szpital powstał w poprzednim stuleciu i leży „w nieprzystępnym, odosobnionym krańcu doliny, z dala od ludzkich oczu”, a jego pacjentami są głównie psychopaci i socjopaci.  Zadaniem placówki jest zapewnienie bezpieczeństwa przebywającym w niej przestępcom, ale bez przymusu i przemocy.

Jeżeli szukacie lektury, która wytrąci was z równowagi i sprawi, że raz po raz będziecie wykrzykiwać: „jak to w ogóle możliwe?!” i  „kto do tego dopuścił?!”, by za chwilę zastanawiać się, czy jednak nie macie do czynienia z fikcją literacką udającą tylko opowieść opartą na faktach, to „Psychopaci” są pozycją dla was. Wyobraźmy sobie szpital na tysiąc dwieście łóżek. Wśród pacjentów znajdują się masowi mordercy, sprawcy brutalnych gwałtów, rozczłonkowań, a nawet kanibale. Wszyscy oni mieszkają w dwuosobowych pokojach, chodzą sobie spokojnie po korytarzach, przesiadują na stołówce, a w wolnych chwilach grają w koszykówkę i softball, uprawiają wspólnie jogging. I nie, nie są pilnowani przez uzbrojonych po zęby strażników, a przez pielęgniarki, których jedyną bronią jest „wachlarz terapii”. Do takiego przedziwnego miejsca trafił autor książki i już pierwszego dnia został brutalnie zaatakowany przez pacjenta. Nikogo to nie dziwi, bo przecież połowa pielęgniarek na oddziale „została napadnięta i znalazła się na zwolnieniu z powodu ran”. Nie mogę się nadziwić, że takie miejsce jak Napa State Hospital w ogóle istnieje. Szpital, po którego terenie dumnie spacerują pawie od czasu do czasu dziobiące lekarzy, w korytarzach którego unosi się dziwny zapach, bo ponoć w poprzednim stuleciu zamordowano w nim pacjenta i zamurowano go w ścianie, wydaje się wyjęty prosto z najstraszniejszej powieści Stephena Kinga. W „Psychopatach” autor łączy opisy dni spędzonych w szpitalu, które czyta się jak najlepszy thriller, z fragmentami, w których poznajemy jego żonę, syna oraz dwa psy – Mullera i Scully. Możemy zatem obserwować, jak stresująca i niebezpieczna praca Stephena Seagera wpływa na życie całej rodziny, przez co książka nabiera bardzo osobistego charakteru i czyta się ją z ogromnym zainteresowaniem.

„Na wiadomość, czym się zajmuję, ludzie reagują dwojako – jedni natychmiast są przerażeni i nieznacznie się cofają, jakby bali się, że ich zarażę. Inni przyjmują to z błyskiem zainteresowania, poprzedzonym konspiracyjnym uśmieszkiem”. „Psychopaci” Stephena Seagera to już trzecia książka z zaskakująco ciekawej serii „Filia na faktach”, którą miałam okazję przeczytać, i muszę przyznać, że krótka wycieczka za mury szpitala psychiatrii sądowej „ze świata Franza Kafki” naprawdę mną wstrząsnęła. Jeżeli chcecie się dowiedzieć, dlaczego Napa State Hospital nazywany jest Gomorą i jak wygląda praca psychiatry, który zajmuje się najgroźniejszymi przestępcami, koniecznie sięgnijcie po „Psychopatów”!

Sięgnij także po inne książki Stephena Seagera, na stronie selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *