Czy istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia? Tosia do tej pory w to nie wierzyła, aż tu nagle PACH! Dostała strzałą amora. To stało się w jej życiu tak nagle i niespodziewanie, że jej rodzina przez dobre pół roku nie mogła wyjść z szoku i podchodziła sceptycznie do tematu. A przecież dziewczyna się zakochała i nie widzi już świata poza swoim Oskarem. Mężczyzna jest spełnieniem jej marzeń, ideałem, uszczęśliwia ją… przynajmniej do czasu.

Karolina Wilczyńska wrzuca nas w szybki i nieprzewidywalny świat korpo, gdzie zamiast dnia i nocy funkcjonują takie strefy czasowe jak praca i nadgodziny. Dookoła nas wirują wykresy, tabelki i zestawienia, aż człowiek czytając sam zaczyna czuć zbliżające się (choć fikcyjne) deadline’y. Stąd ode mnie leci duży plus za klimat. Da się poczuć to środowisko i w nie wsiąknąć. Inną sprawą jest postawa głównej bohaterki, która wciąż podkreśla, że jest dobrym i rzetelnym pracownikiem zasługującym na awans, jednak zdarza jej się spóźnić czy przesiedzieć przed monitorem bezproduktywnie kilka godzin, żeby zrobić na złość dyrektorowi.

A to o dyrektora właśnie się rozchodzi. To on zawrócił Tosi w głowie. Ich pierwsze spotkanie wywarło na kobiecie tak piorunujące wrażenie, że kiedy tylko Oskar zaproponował jej wspólne wyjście, zgodziła się bez wahania. Jedna randka szybko przerodziła się w serię kolejnych. Zresztą… już od tej pierwszej Tosia była przekonana, że to ten jedyny. Można więc przyjąć, że po tygodniu byli razem, a po upływie pół roku mężczyzna jej się oświadczył. Okoliczności, w jakich do tego doszło, przemilczę. Wspomnę jedynie, że przez jego śmiałą propozycję opadła mi szczęka i do tej pory zbieram ją z podłogi. Kolejny plus za zaskoczenie i świetną narrację.

Skoro jest tak sielankowo, miłość kwitnie, ślub w perspektywie, to co może stać takiej zgranej parze na drodze? Odpowiedź jest jedna: rodzina. Żeby nie było nudno – z obydwu stron. Rodzice Oskara nie akceptują wyboru syna. Tosia jest dla niej ze zbyt niskiej półki i zawodzi ich oczekiwania. Zwłaszcza, że nie chce rzucać kariery i zająć się domem. Ojciec, ciotka i siostra Antoniny też patrzą z dystansem na partnera kobiety. Dla nich wszystko dzieje się za szybko, więc doradzają jej ostrożność. Przez to dochodzi do licznych konfliktów.

Jeśli chodzi o tempo akcji, to w książce zdecydowanie „się dzieje”. W zasadzie nie ma kiedy złapać oddechu, co chyba jest celowym zabiegiem autorki. Dzięki temu wczuwamy się w ten błyskawiczny wręcz rozwój związku. Czasem ma się ochotę krzyknąć „STOP!”, „Opamiętajcie się!”. Ale niestety, Tosia jest zaślepiona swoją miłością. Ignoruje wszelkie wady i nieporozumienia powstające pomiędzy nią a jej ukochanym. Przez to odnosimy wrażenie, że musi stać się coś złego, że Oskar okaże się złolem, bandytą, kanciarzem. A może autorka chce, żebyśmy tak właśnie myśleli? Może celowo myli tropy i musimy poczekać aż do końca, żeby dowiedzieć się, czy to nie nasze nastawienie było błędne? Oj, nosiłam się z tą myślą przez ponad 300 stron. A i tak się zaskoczyłam. Więc leci kolejny plus. Na pewno zakończenia nie da się całkowicie przewidzieć, a to wielki atut książki, bo nieczęsto wpada się na takie perełki.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Pierwsze wesele” i inne książki new adult znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *