Rzadko zdarza się, żeby proza miała w sobie tyle liryczności, jak to miało miejsce w „Odwróconych”!

Sama fabuła zdaje się być jedynie tłem dla nieszablonowych opisów i barwnych przyrównań. To naprawdę nieczęste – zetknąć się z taką poetyckością i to jeszcze połączoną z prostym fantasy. Każda emocja, przemyślenie, wzmianka na jakiś temat, okraszone zostają fragmentem, który samodzielnie mógłby stanowić samoistny poemat. Dlatego też od razu zaznaczę, że warto sięgnąć po tę książkę i to z uwagi nie na samą treść, ale formę.

Tytułowe odwrócone dziewczęta to grupa zamknięta w klasztorze, której zadaniem jest wytwarzanie migotu – złota, powstającego z muzyki. Chociaż to właśnie muzyka pozwala na tworzenie bogactw, kobietom nie wolno się nią zajmować. To robota Mistrzów, którzy wygrywają melodię na swoich fletach. I to oni właśnie otrzymają nagrodę, wykorzystując zdolności odwróconych.

Życie w klasztorze jest dalekie od sielanki, zwłaszcza dla Delpheriny. Dziewczyna, jako jedyna, nie potrafi wytwarzać moigotu. A jak wiadomo puste ręce należy zapełnić – jeśli nie złotem, to krwią. Wielokrotnie bita i okaleczana Delpherina Podmorska skrywa pewien sekret. Każdy cal jej ciała mówi jej, że powinna złamać zasady i śpiewać. Nocą wymyka się, by oddać się ulubionemu zajęciu w towarzystwie ptaków. Towarzyszy jej jednak strach, że ktoś, a zwłaszcza Matka Dziewięć – przełożona klasztoru, ją nakryje. Wie, że dziewczęta o śpiewającym gardle pochłania morze. Od momentu, kiedy pewnego dnia Delpherina odkrywa, że ktoś przygląda się jej przez dziurę w murze, nie może zasnąć spokojnie, bojąc się o swoje życie.

Jeśli chodzi o fabułę, to wydaje się ona niezbyt skomplikowana, czasem nawet przewidywalna. Jest jednak też w pewien sposób intrygująca, ponieważ całość zdarzeń obserwujemy z perspektywy głównej bohaterki. Nie wiemy więcej niż ona, a czasem nawet jeszcze mniej, gdyż dziewczyna zwykła spychać swe myśli i pragnienia w głąb świadomości, nie dopuszczać ich do siebie. To sprawia, że wszystkie wydarzenia spowija pewna aura tajemniczości, przez co jeszcze bardziej chcemy poznać zakończenie. A skoro mowa o zakończeniu, to z pewnością urzeknie wszystkich fanów Moliera. Uwierzcie mi – nawet jeśli się czegoś domyślacie i spodziewacie, to i tak będzie działo się więcej.

Specyficzna zdaje się główna bohaterka. Ma niespełna dwanaście lat, a wszystkie spędziła w zamknięciu. Codziennie musiała znosić ból. Ten fizyczny i duchowy. Mimo tego nie załamała się, sztywne zasady klasztoru nie zdołały zniszczyć jej psychiki, dzięki czemu nie utraciła swojej wyjątkowej zdolności. Jest nieufna wobec ludzi, zbyt wielu już ją skrzywdziło. Nie potrafi sobie radzić z trudnymi sytuacjami, zazwyczaj ratuje się ucieczką, często niepotrzebną. Jej nieustający strach jest niemal namacalny.

Co do pozostałych postaci – każdy skrywa swoje sekrety. Z reguły jest ich naprawdę sporo. I to zwykle one ostatecznie pozwalają odkryć, czy dana osoba jest dobra, ma czyste serce. Bly – zdolny, ale samotny chłopak, brat królowej marzy tylko o ucieczce z kraju, którego nienawidzi za fałsz i brak rozwoju. Jego siostra, pozornie wierna tradycji, wie więcej niż mówi. Chce zmienić życie w Blajbakanie, ale nie może zrobić tego sama. W końcu Matka Dziewięć, która jest prawdopodobnie najmniej jednoznaczna, o czym przekonujemy się na końcu historii.

To wszystko jako całość niezwykle urzeka i to już od pierwszych stron. Książka bardziej przypomina długi wiersz, a nawet pieśń niż powieść.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Odwrócone” i inne książki z kategorii fantastyka dla młodzieży znajdziesz w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *