Przeczytałam wszystkie powieści Ryszarda Ćwirleja. Nawet gdyby autor wydał tomik poezji, poradnik dla hodowców gołębi pocztowych, czy podręcznik do nauki fizyki kwantowej, i tak pobiegłabym do najbliższej księgarni. Uwielbiam zarówno jego neomilicyjne kryminały, które pozwalają przenieść się na krótką chwilę do lat osiemdziesiątych, jak i kryminalne powieści retro z komisarzem Antonim Fischerem, których akcja rozgrywa się w międzywojennym Poznaniu. „Niebiańskie osiedle” to pierwszy tom nowego cyklu z dziennikarzem śledczym Marcinem Engelem. Byłam bardzo ciekawa tej książki, bo stonowana okładka i ciekawy opis dawały nadzieję na naprawdę pasjonującą lekturę.

„To nie jest zwyczajny projekt. Może się to państwu wydać trochę nierealne na samym początku, ale jeśli przyjrzycie się dokładniej, zobaczycie, jaki to wszystko ma głęboki sens”. Jaki jest sens w gnieżdżeniu się w ciasnym mieszkaniu w centrum miasta, skoro za  niewielkie pieniądze można się przenieść do schludnego domku z ogródkiem? Religijni seniorzy w całej Polsce dostają propozycję nie do odrzucenia. Zostali wybrani, by zamieszkać na Niebiańskim Osiedlu i dożyć kresu swoich dni wśród ludzi, którzy otoczą ich życzliwością i opieką duchową.  I pewnie niezwykła inicjatywa nie znalazłaby się na celowniku kilku dociekliwych policjantów i pary dziennikarzy śledczych, gdyby nie tajemnicze zgony osób w podeszłym wieku i fakt, że w ich mieszkaniach znaleziono foldery reklamujące Niebiańskie Osiedle. Czy seniorzy sami odebrali sobie życie, czy ktoś im pomógł odejść z tego świata?

„Świat pełen jest wariatów, z których wszyscy się śmieją, ale policjanci są od tego, żeby brać ich na poważnie, przynajmniej do pewnego momentu”. „Niebiańskie osiedle” zaczyna się intrygująco, ale od sto dwudziestej strony miałam dziwne wrażenie, że już wcześniej czytałam coś podobnego.  Zachodziłam w głowę, skąd kojarzę emerytowaną milicjantkę Matyldę, bo byłam pewna, że „Niebiańskie osiedle” nie jest moim pierwszym spotkaniem z przebojową seniorką. Przetrząsnęłam swoją biblioteczkę i odnalazłam byłą funkcjonariuszkę MO w zbiorze opowiadań kryminalnych zatytułowanych „Awers”. Jedną z krótkich fabuł, która się w nim znalazła, był „Niebiański dom” Ryszarda Ćwirleja. Autor przeniósł treść opowiadania do „Niebiańskiego osiedla” i zrobił z niego niejako wstęp do kolejnej akcji pod przykrywką, w której pierwsze skrzypce gra Matylda – „emerytowany czynnik społeczny z pokaźnym doświadczeniem śledczym”. Z całej książki najbardziej zapamiętam właśnie ją i jej „męża” Bronisława, bo ani Marcin Engel, ani jego współpracowniczka Kama, ani tym bardziej nijaki policjant Franek Kaczmarek nie są postaciami, które budziłby większe zainteresowanie. Trochę zawiodłam się na zagadce kryminalnej. Została ona mocno okrojona, jakby stanowiła jedynie pretekst do ukazania głupoty ludzi ślepo wierzących w prawdomówność i nieomylność kapłanów („W XXI wiek, kiedy technika i technologie pozwalają nam latać na Marsa i możliwość spotkania z innymi formami życia w kosmosie jest kwestią czasu, ludzie są tak ciemni i zacofani jak ich przodkowie sprzed czterech tysięcy lat”). Broni się za to, jak zwykle w przypadku książek Ryszarda Ćwirleja, warstwa komediowa. Ogromnie podobała mi się historia pewnego pechowego rybaka.

„Niebiańskie osiedle” różni się od wcześniejszych książek Ryszarda Ćwirleja. Z jednej strony dobrze się bawiłam, kibicując przebojowej Matyldzie i jej „małżonkowi”, z drugiej strony – czegoś mi w tej powieści zabrakło. Może większych emocji i odrobiny napięcia? Zamiast o Marcinie Engelu wolałbym jednak poczytać o niewylewających za kołnierz milicjantach albo przenieść się do Poznania lat trzydziestych, ale z wielkiej sympatii dla autora z całą pewnością sięgnę po kontynuację „Niebiańskiego osiedla”.

„Niebiańskie osiedle” oraz inne książki kryminalne znajdziesz na stronie internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *