Zawsze powtarzałam sobie, że gdybym faktycznie wybrała się na studia medyczne, to z pewnością specjalizacją, która bym wybrała, byłaby neurochirurgia. Mózg i cały układ nerwowy to chyba jedne z tych elementów anatomii człowieka, które fascynują mnie najbardziej. Choć wydawać by się mogło, że doskonale poznaliśmy już możliwości naszego głównego centrum dowodzenia, to wciąż jednak pojawia się w tej dziedzinie nauki mnóstwo zagadek i zaskoczeń. Dowodem na to są chociażby niektóre z przykładów, które Jay Jayamohan przytacza w swojej książce.

Literatura faktu związana z medycyną gości u mnie coraz częściej, ale należy też zauważyć, że coraz większa liczba lekarzy czy innych osób związanych ze służbą zdrowia postanawia opowiedzieć swoje historie. Jednym wychodzi to lepiej, innym nieco gorzej, ale zdecydowanie jest w czym wybierać. A Jayamohan robi to niemal jak dobry powieściopisarz. Tak opisuje historie swoich pacjentów, że naprawdę ciężko się chwilami od nich oderwać. Wprowadza coś na wzór typowych, zaskakujących zwrotów akcji bądź pozostawia czytelnika z lekkim uczuciem niedosytu, a ponieważ czytelnik zawsze chce wiedzieć i musi poznać odpowiedź na nurtujące go pytania, to przewija stronę za stroną.

Jay Jayamohan jest uznanym neurochirurgiem dziecięcym, który pracuje w tym zawodzie już od wielu lat. W swojej książce przybliżył czytelnikom jednak przede wszystkim historie swoich małych pacjentów, nie do końca swoją. Nie opisywał swojego dzieciństwa i wszystkich swoich pobudek, które skierowały go na taką, a nie inną drogę, aczkolwiek nie da się ukryć, że wielokrotnie opisywał trudności, z jakimi zmagał się na drodze swojej kariery zawodowej. Przede wszystkim te pierwsze porażki, pierwsze sytuacje, w których nie dało się już pomóc chorej osobie – to jest cios dla każdego lekarza. Człowiek pracujący w tym zawodzie musi mieć naprawdę silną psychikę.

Wiadomo, że nie sposób było umieścić tutaj historii wszystkich pacjentów, którzy pojawili się na jego drodze, ale jestem przekonana, że Jayamohan wybrał jedne z tych ciekawszych, bardziej frapujących, które wyjątkowo zapadły mu w pamięć. I faktycznie, chwilami było zaskakująco – operacja się powiodła, badania doskonałe, a pacjent nie funkcjonuje tak, jak powinien. Nikt nie ma pojęcia dlaczego – i to są właśnie jeszcze te niezbadane aspekty naszego mózgu, a właściwie to może i całego organizmu. Niesamowicie podziwiam neurochirurgów, bo wystarczy jedno małe potknięcie, które okaże się być fatalne w skutkach. Nawet mimo tego, że mamy dzisiaj już dosyć zaawansowaną technologię medyczną, nie jest to aspekt wystarczający.

Wydaje mi się, że można tutaj również dostrzec pewne zmiany, które autor zaobserwował sam w sobie. Jako początkujący lekarz bardzo brał wszystko do siebie, chciał zbawić cały świat, bał się niepowodzeń – obecnie zachowuje zimną krew, dalej jest zdeterminowany, żeby nieść pomoc, ale wie, że czasami pewnych rzeczy nie da się uniknąć, że niektóre historie nie są zależne od niego. On zawsze daje z siebie wszystko i robi to, co można – ale to nie zawsze wystarcza. Dlaczego? Nie wiadomo. Pokazuje również trudy, z jakimi zmagają się jego pacjenci, a także rodzice – różnorodność tych opowieści jest niesamowita, chwilami może być przestrogą dla innych.

Neurochirurg to naprawdę ciekawa i intrygująca opowieść, ukazująca wzloty i upadki pracy w tym zawodzie. To wciągające historie, przestrogi, ukazanie medycyny z punktu widzenia kogoś, kto zajmuje się nią od lat. Bez owijania w bawełnę, bez zbędnego upiększania niektórych rzeczy. Dobrze napisana i interesująca literatura faktu, z którą warto się zapoznać – głównie dlatego, że pokazuje różne oblicza neurochirurgii oraz wiele aspektów, które się z tą tematyką łączą. Nie liczcie jednak na jakiś ogrom specjalistycznej wiedzy z zakresu biologii czy medycyny – nie taki był zamysł na tę książkę.

Autorka recenzji: Magdalena Senderowicz

“Neurochirurga” znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *