Czasami zastanawiam się, czy w poprzednim wcieleniu nie ścigałam złoczyńców zawodowo lub czy nie traktowałam tego jako hobby – bardzo lubię różnego rodzaju zagadki kryminalne. Ale oprócz zagadek interesują mnie również ludzie, którzy dopuszczają się morderstw.  Co nimi kieruje? Jak sobie z tym radzą? Co czują? Zadając sobie tego typu pytania, nie mogłam przejść obojętnie obok pewnej książki. Jakiej? „Mordercy” Davida Wilsona.

„To historia naczelnika więzienia, eksperta i profesora kryminologii, która jest fascynującym studium zła i nieprzeniknionej ludzkiej natury”

Autor książki to emerytowany profesor kryminologii Uniwersytetu Birmingham City, który miał styczność z najniebezpieczniejszymi przestępcami i mordercami. Zadawał im pytania, patrzył w oczy i słuchał. Robił coś, o czym wielu by nawet nie pomyślało – próbował ich zrozumieć. Zrozumieć, ale i naprowadzić na właściwą drogę. Chciał pomagać.

Ale nim przejdę dalej, pozwolę sobie wymienić rozdziały, na jakie całość została podzielona: Scrubs, seryjny morderca i Oddział; Młodzi zabójcy; Więzienie jako społeczność terapeutyczna; Oddziały specjalne, bunty i dzieciobójca; Profilowanie brutalnych mężczyzn; Psychopatia; Morderstwo masowe i morderczy szał; Płatni zabójcy i zabójczynie; Rozmowy z mordercami i innymi brutalnymi mężczyznami; Od teorii do praktyki, rozmowa z mordercą.

Idea sama w sobie piękna, prawda? Sprawiać by ci, co zeszli na złą drogę, nie chcieli znów nią kroczyć. Byłam ciekawa człowieka, który naprawdę chciał coś zmienić. Byłam ciekawa jego wniosków. Niestety zapał bardzo szybko uleciał.

Mam poczucie, iż autor poprzez tę książkę, chciał przekonać czytelnika, że istnieje coś takiego, jak „wyjście na prostą” – nawet po morderstwie. Czy tak jest? Według mnie tak. Ale mimo wszystko strach ma większą moc. Nie jesteśmy w stanie „wejść” do głowy drugiego człowieka, by poznać jego prawdziwą naturę. Nie można być zatem pewnym, że wypuszczenie kogoś na wolność nie będzie się równało z kolejną zbrodnią. Bo jeśli ktoś raz zabił, może zabić ponownie. W wielu przypadkach jest to myślenie krzywdzące, ale w wielu z pewnością nie. Jak więc znaleźć złoty środek?

Ponadto treść w sama w sobie nie była w stanie mnie zaciekawić. Autor przede wszystkim przez długi czas zbyt mocno skupiał się na swojej ścieżce kariery, wymieniając miejsca i nazwiska. Dla mnie było to zbędne. Nie chciałam czytać o specyfice danych ośrodków. To najpoważniejszy zarzut, który odbierał mi to coś, zniechęcając do dalszej lektury. Oczekiwałam bowiem skupienia na przestępcach. Na ich wyznaniach, zachowaniu i zwyczajach. Nie interesowała mnie kariera autora, kogo gdzie poznał i jak to zmieniło jego życie. O nie. Chciałam konkretów. Choć trochę zbliżyć się do bestii w ludzkiej skórze.

Tymczasem zainteresował mnie jedynie wątek płatnych zabójców; szczególnie wywiad z jednym z nich, a także rozdział poświęcony psychopatom. Oba wątki faktycznie dały mi coś, czego nie zapomnę. Jeżeli kiedyś pozyskane informacje uratują mi życie, uznam, że warto było sięgnąć po tę książkę. Bo w całej reszcie dla mnie ta pozycja to bardziej jedna wielka wzmianka wybranych przestępstw i morderstw. Coś na zasadzie zbioru. Bardzo pokrótce i powierzchownie, by nie zdradzać szczegółów.

Szkoda, bo gdyby autor skupił się na stronie psychologicznej, trudno byłoby się oderwać. Jeśli przysłuchać się rozmowie przypadkowych osób na temat przestępstw/morderstw, zaraz po szczegółach zbrodni padają na ogół te same pytanie: Jak on mógł? Jakim trzeba być człowiekiem? Co nim kierowało? Gdyby ze swoją wiedzą i doświadczeniem autor skupił się właśnie na tych pytaniach, byłaby petarda.

Autorka recenzji: Daria Łapa

Książkę „Mordercy” oraz inne książki biograficzne znajdziecie na stronie internetowej selkar.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *