Wychodzi, że ten felerny rok 2020 przyniósł ze sobą coś dobrego. Mówię tu o thrillerze „Milcząca żona” pióra Karin Slaughter. Klasyka gatunku. Przykra śmierć, szeroko zakrojone śledztwo i tajemnice z przeszłości, oto co na nas czeka pośród ponad pięciuset stron. Zarówno dla fanów kryminałów jak i prozy z lekkim dreszczykiem to pozycja idealna. Napisana w świetnym stylu, nie przegadana, pełna ludzkich rozterek i niepowodzeń.

Książka zaczyna się, jakże by inaczej, zgonem. Denatka nazywała się Beckey Caterino. Była to młoda studentka. Los zdążył mocno ją doświadczyć, odebrał jej bowiem ukochaną matkę, po której została jej traktowana jak talizman spinka do włosów. Sama ledwo wiązała koniec z końcem, musiała pracować ciężej i dłużej niż jej rówieśnicy, a zwłaszcza jej nieznośne, rozpieszczone lokatorki, doprowadzające ją co rusz do szału. W takich momentach szła pobiegać. Tak było i w tym wypadku. A potem już nie wróciła.

Skoro mamy trupa, w dodatku z takimi obrażeniami, to czas odnaleźć sprawcę. Do akcji wkroczy Will Trent, a wraz z nim jego partnerka Faith oraz jego dziewczyna i lekarka sądowa w jednym – Sara. Wydaje się, że nic tego trio nie zaskoczy. Ale pamiętajmy, że życie lubi płatać figle… Motywy zbrodni stają się niejasne. Seryjny morderca kobiet zdaje się wciąż przebywać na wolności. A najwięcej znaków zapytania pojawia się w chwili, gdy okazuje się, że spinka zmarłej Beckey gdzieś przepadła. Czy mamy tu do czynienia z planowanym działaniem? Ile osób jest zamieszanych w sprawę i kto może wiedzieć coś więcej na ten temat?

Śledztwo śledztwem, raz idzie żmudnie, raz przyspiesza. Dłużyć nam się na pewno nie będzie, mimo wszystko. Szczególnie upodobałam sobie postać Faith, radosnej, zakręconej gaduły, pełnej werwy i pokrętnego optymizmu. Razem z Willem są jak jin i jang, a sam kontrast między nimi sprawia, że się uśmiecham. Tworzą zgrany duet, mogą na siebie liczyć i akceptują się wzajemnie.

Choć w życiu zawodowym Trent sobie całkiem nieźle radzi, to jest coś, co spędza mu sen z powiek. mianowicie niedawno odbył ze swoją ukochaną poważną rozmowę, którą przeprowadził niestety w niezbyt elegancki sposób. Kiedy jego dziewczyna zaczęła przebąkiwać coś o wspólnym mieszkaniu, ten od niechcenia wspomniał o ślubie, w dodatku kościelnym, który miałby zadowolić jego przyszłą teściową. Powstał między nimi spór, o którym Will wie, lecz go nie rozumie. Nie wie, co tak naprawdę w tym wszystkim uraziło jego wybrankę. Ślub stał się teraz tematem tabu między tą dwójką, przez co wytworzyło się niezdrowe napięcie. Mężczyzna podskórnie czuje, jak Sara się od niego oddala. Coraz mniej rozmawiają, a akurat jej pomoc jest nieodzowna w aktualnie prowadzonym śledztwie.

Cudownie czytało się powieść Karin Slaughter. Autorka potrafi wlać w swoich bohaterów cały ocean emocji, z którego kilka kropel skapnie i nam. Zachwycił mnie jej niewymuszony humor, złożone postaci i, oczywiście, cała intryga. Nikogo nie dziwi połączenie obecnej sprawy z tą sprzed lat, ten motyw jest już znany. Na szczęście okazało się, że nie został jeszcze wyeksploatowany do końca i twórcy wciąż potrafią nas zaskoczyć i oczarować. Tak właśnie było w przypadku tej książki, która, poza tym, co gatunek mógł oferować, zabiera nas w świat międzyludzkich problemów i relacji.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Milczącą żonę” i inne książki Karin Slaughter znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *