To jedna z tych książek, podczas czytania której non stop zadajemy sobie pytanie „O co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?”. Pierwszy rozdział wydaje się obiecujący, drugi jest intrygujący, trzeci podbija emocje, a czwarty wywołuje zwarcie w mózgu. Dalej jest już tylko jazda bez trzymanki, rosnące napięcie i coraz więcej ofiar.

Trzeba powiedzieć, że trup ścieli się gęsto, zdecydowanie bardziej niż moglibyśmy z początku zakładać. Pewnie niepotrzebnie zasugerowałam się tytułem. Dla mnie „Miała umrzeć” oznacza, że śmierć dotknie co najwyżej jednej osoby i tylko wokół tego będzie oscylowała fabuła. Nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie, atmosfera dzięki temu się zagęszcza i robi się coraz ciekawiej. Wchodzimy po uszy w jakąś intrygę, rozbitą w czasie, która zbiera swoje żniwo już od lat.

Mamy dwie główne bohaterki – Adę i Lenę. Ich opowieści dzieli około dwudziestu lat, za to łączy je całkiem sporo. Ada to buntownicza dusza, pływaczka synchroniczna, ale przede wszystkim członkini grupy, która lubi igrać z losem. Cyklicznie ona i jej przyjaciele spotykają się, by w swoim prywatnym gronie przetestować granice swoich możliwości. Trudno orzec, czy mają na tyle szczęścia, czy może tak silne organizmy, ale przez długi czas udaje im się przechodzić kolejne próby. Dziewczyna przeżywa wiele wewnętrznych konfliktów i jest w fazie dookreślania siebie. Biją się w niej sprzeczne natury – odpowiedzialność i potrzeba adrenaliny, chęć przynależności i strach przed utratą siebie, pragnienie spokoju i miłości oraz wola walki i brawury.

Lena z kolei to artystyczna dusza. Wróciła w rodzinne strony i stworzyła własną wystawę. Wśród tłumu odwiedzających zaczepia ją uliczny grajek, saksofonista pomalowany w komiczny sposób. To spotkanie wytrąca dziewczynę z równowagi. Wydaje się, że ten człowiek wie o jej przeszłości. Następnego dnia postanawia odwiedzić mężczyznę w miejscu, gdzie występuje, jednak gdy tam dociera okazuje się, że ten nie żyje. Być może zginął, bo wiedział za dużo? A co jeśli był wplątany w niebezpieczną grę, która od dwóch dekad zatruwa serca i umysły? By odpowiedzieć na te pytania, Lena wyrusza na samodzielne śledztwo. Po jakimś czasie orientuje się, że odkryte sekrety są mocno powiązane z jej życiem.

To jeden z najlepszych thrillerów, z jakimi miałam ostatnio do czynienia. Nie dało się od niego oderwać. Historie obu dziewczyn są odpowiednio wyważone, więc nie ma nawet chwili nudy. Ciągle dzieje się coś zaskakującego, co kilka rozdziałów otrzymujemy kolejny plot twist i powieść wydaje się coraz bardziej zagmatwana, ale i ciekawsza. Ewa Przydryga zdecydowanie dała tu popis, jeśli chodzi o odpowiednie stopniowanie napięcia. Chciałoby się częściej trafiać na takie dzieła.

Podobało mi się, jak autorka rzuca czytelnikowi tropy. Jak prowadzi go powoli przez wykreowany świat i zmusza do myślenia. Od momentu ustalenia roli wątku Benjamina w całości, nie da się już oderwać od lektury ani na krótką chwilę. Pozostaje tylko brnąć dalej przez kolejne strony. A że całość nie jest sama w sobie długa, bo liczy niewiele ponad 300 stron, to po ostatnim zdaniu jeszcze długo pozostaje w nas niedosyt, pustka. Toksyczne relacje rodzinne, rówieśnicze sekty, tajemnice oraz igranie ze śmiercią – to wszystko tworzy razem mieszankę wybuchową, zdecydowanie wartą odkrycia.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Miała umrzeć” i inne książki thrillery znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *