Grudniowe popołudnie, za oknem, mimo wczesnej pory, już ciemno. Kaloryfer przyjemnie grzeje, herbatka nęci aromatem… brakuje tylko ciekawej lektury. Zerknęłam na półkę, a tam utrzymana w ciepłych barwach okładka „Mediatorki” Ewy Zdunek. No tak, w obecnych czasach to zawód pierwszej potrzeby, bo na każdym kroku napotykamy na waśnie i spory. Książka reklamowana była ciekawym zdaniem: „Wszystkie smaki życia w jednym koktajlu emocji”. No to „na zdrowie!” pomyślałam, zagłębiłam się w lekturę … i dopadł mnie gigantyczny kac.

Tytułową mediatorką jest Marta, rozwódka, matka dwóch dziewczynek. Ciężko pracująca na własny rachunek, bo własny biznes w pewniej mierze miał być jej zawodowym spełnieniem. Ma przyjaciół: Beatę, z którą dzieli zawodowe i prywatne troski i Zbyszka – kominiarza z wyszukanym hobby. Na przeciwwadze mamy apodyktyczną matkę i byłego męża Cezarego, który jak to często bywa stara się zatruwać życie byłej żonie. Nasza bohaterka zostaje prawdopodobnie celowo potrącona przez samochód. Zaczynają jej dokuczać napady lękowe, w pracy wcale się nie przelewa, a były pod pretekstem wypoczynkowego wyjazdu przepada z jej córeczkami. Zapowiada się dramat, ale mając na względzie profesję Marty liczymy, że umiejętnie wykaraska się z kłopotów. I tak pozytywnie nastawieni brniemy dalej przez karty książki.

Ewa Zdunek nie debiutuje ta powieścią. Dobre recenzje zdobyła serią o wróżce Emilii. „Mediatorka” rozpoczęła nowy cykl. O tytułowej profesji sama wie najlepiej, bo taki zawód wykonuje prywatnie. I jeżeli chodzi o tę zawodową kwestię, to jest to zdecydowanie najmocniejszy punkt lektury. Dla mnie – laika w tym względzie – przybliżyła zagadnienie mediacji. ”Praca mediatora uczy dystansu, to ciągła styczność z emocjami na najwyższym poziomie, agresją, niesłusznymi oskarżeniami o stronniczość i korupcję. (…) Mediatora z długim stażem niezwykle trudno wyprowadzić z równowagi, zaskoczyć czymś”.

Książka obfituje w różnej maści przypadki: skłócone rodziny, podziały majątkowe, walka o dzieci, pertraktacje biznesowe czy nawet szkolne konflikty. Marta znajduje zaskakujące drogi prowadzące do ugody, ale nie mydli nam oczu happyendami. Nie rzadko ta jej mozolna praca z upływem czasu obraca się jednak w pył. Choć momentami autorka nie wystrzegała się prawniczego, niezrozumiałego „bełkotu”, prezentowane sprawy nauczyły mnie jeszcze większej pokory wobec życia, międzyludzkich relacji.

Książka zawiera liczne elementy komediowe, których nie powstydziliby się Alek Rogoziński czy Olga Rudnicka. Jednak fragmenty kryminalno-dramatyczne w połączeniu z powyższymi kompletnie ze sobą nie współgrały. Przeskoki z pościgu, rodzinnego dramatu, na sytuacje wywołujące salwy śmiechu nie dały dobrego efektu. Moim zdaniem cała kompozycja książki była bardzo nietrafiona. Niestety porównanie do koktajlu wprowadza czytelnika w błąd. To raczej nie ten gatunek, nie jest to wysublimowany trunek, a tanie wino z dyskontu.

Autorka broni się mądrymi zdaniami i powinny być one dopełnieniem całości, a tu wychodzi taki kwiatek do futra.
Odniosłam również wrażenie że Zdunek nie do końca była przekonana, by zgłębić niektóre dobrze zapowiadające się wątki, szczególnie od strony psychologicznej. Może gdyby zrezygnowała z łapania wielu srok za ogon koncentrując się na 3-4 głównych zagadnieniach, wyszłoby to książce na dobre.

Do końca nie wiem, co myśleć o głównej bohaterce. Nie udało mi się jej polubić, ani zrozumieć jej decyzji. Tu taki mały spoiler, bo jak można w miarę normalnie funkcjonować nie znając od tygodni losu swoich córek ?!
Niestety męczyła mnie ta lektura. Książkę odkładałam, dawałam jej kolejną szansę, by ostatecznie jednak dobrnąć do końca. Końcówka całkiem dobra, nieco zrekompensowała mi wcześniejsze trudy przebrnięcia kolejnych stron. Powstała kontynuacja losów Marty, rozwijająca watek jej trudnych relacji z matką, która zebrała dobre recenzje. „Mediatorce” nie mogę wystawić dobrej oceny, ale nie zamykam się na kontynuację. Może kiedyś…

Autorka recenzji: Marta Poznańska

“Mediatorkę” i inne książki dla kobiet znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *