W dzieciństwie niejeden z nas marzył, żeby dostać się do Hogwartu albo Narnii czy chociaż Doliny Muminków, ale czy ktokolwiek słyszał kiedyś o Krainie Zeszłorocznych Choinek? To właśnie do tego miejsca po Bożym Narodzeniu trafiają wszystkie przystrojone drzewka, które już na zawsze pozostają piękną pamiątką minionych Świąt. Opowieści o niezwykłej krainie przekazał Antosiowi jego ukochany dziadek, czyniąc tym samym dla malca Gwiazdkę jeszcze bardziej magiczną i pełną tajemnic. Tym zimowym klimatem wita nas Joanna Szarańska w swojej książce, która znacznie wyróżnia się spośród tego typu sezonowej literatury.

Początek, jak to często bywa, wyglądał obiecująco. Znajdujemy się w przytulnym salonie, za oknem śnieg a w kominku huczy ogień. Staruszek o miłym usposobieniu opowiada swojemu wnukowi o mistycznym świecie, do którego trafiają świąteczne drzewka – te sztuczne i żywe, małe i duże, obwieszone pękatymi bombkami oraz skromnie otulone eleganckim łańcuchem. Liczyłam, że pozostała część książki będzie stanowiła dalszą opowieść dziadka, a zamiast kolejnej obyczajówki dostanę bożonarodzeniową baśń. Na pewno wypadłoby to bardziej oryginalnie niż to, co ostatecznie serwuje nam autorka.

Wraz z upływem stron pojawia się coraz więcej bohaterów. Jedni powracają cyklicznie co kilka rozdziałów, innym poświęcono zaś znacznie krótsze fragmenty. Wszyscy oni mierzą się z wyzwaniami dnia codziennego. Opłakują straty, walczą o swoje, przeciwstawiają się niesprawiedliwości albo poszukują szczęścia w życiu. Nie sposób wspomnieć tutaj o każdym z osobna, ale z pewnością należy zatrzymać się na chwilę przy Antku, który, mimo młodego wieku, boryka się z dosyć wieloma problemami. Stawianie im czoła i jego praca nad sobą są dość istotnym wątkiem i do tego moim ulubionym. Inne wydają mi się zbyt przegadane. Joanna Szarańska za daleko zaszła z tzw. ekspozycją i ciągle wrzuca swoim postaciom do dialogów jakieś oczywiste oczywistości, o których normalnie dobrze znający się ludzie nie rozmawiają. Przez to nie tylko ich konwersacje są sztucznie rozciągnięte, ale też brzmią nienaturalnie i momentami ciężko się to czyta. W powieści ewidentnie zabrakło pomysłu na posklejanie poszczególnych elementów fabuły, dlatego bohaterowie muszą co rusz wyjaśniać czytelnikowi, co się właściwie dzieje.

A skoro już o bohaterach mowa, to należą oni do kategorii tych cukierkowych. Są raczej pogodni, mają w sobie wiele ciepła oraz motywacji (czy to do otwarcia interesu na starość, czy też samotnego rodzicielstwa). Generalnie książka jest typowo świąteczna, więc raczej nikt nie spodziewa się po niej pościgów i wybuchów. Głównym „zwrotem akcji” jest otwarcie sklepiku ze starymi ozdobami o nazwie „Kraina Zeszłorocznych Choinek”. Pojawia się wówczas pytanie o to, co łączy dziadka Antosia i właściciela tego przybytku. Jeśli mam być szczera, to odpowiedź na nie nie jest zbyt satysfakcjonująca, bo raczej przewidywalna.

Dla osób namiętnie czytających sezonową literaturę ta książka nada się idealnie, bo mimo, że nie jest to współczesna baśń (nad czym w dalszym ciągu ubolewam), to i tak opowieść wyróżnia się na tle innych. Trochę więcej w niej smutku i zadumy, niż w podobnych tematycznie pozycjach. Z pewnością skłania do lekkiej refleksji, jednocześnie nie burząc okołoświątecznego klimatu. Pod tym względem jest idealnie wyważona, bo nas nie zdołuje, ale też nie zanudzi, a niektórych może nawet chwyci za serce.

„Kraina Zeszłorocznych Choinek” oraz inne książki Joanny Szarańskiej znajdziecie na stronie internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *