„Tajemnice pozostają nieujawnione, bo ludzie się boją, wstydzą albo mają zbyt wiele do stracenia. Po prostu nie mają w tym interesu. Nie złamiesz nikogo, jeżeli na tacy nie położysz korzyści, jakie otrzyma, gdy rzecz wyzna. Konfesjonał opiera się na zysku emocjonalnym”. Zaczęło się od pogmatwanej „Sprawy Niny Frank”. Trzy lata później mogliśmy się przekonać, że „Tylko martwi nie kłamią”. Przy okazji kolejnego spotkania z ponadprzeciętnie inteligentnym psychologiem śledczym kluczową rolę odegrała pewna „Florystka”, a zaledwie cztery miesiące temu, po bardzo długiej, bo dziewięcioletniej przerwie,  ukazało się wreszcie „Nikt nie musi wiedzieć”. „Klatka dla niewinnych” to dopiero piąty tom serii kryminalnej Katarzyny Bondy z Hubertem Meyerem, chociaż od premiery pierwszego minęło już czternaście lat.

Na prośbę prokurator Rudy do Warszawy wyjeżdża Hubert Meyer, by pomóc jej rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci Stanisławy Figas. Kilkanaście lat wcześniej w wartym miliony mieszkaniu w kamienicy w centrum stolicy znaleziono zwłoki trzydziestoletniej kobiety. Ofiarę nie tylko uderzono młotkiem, ale też zadano jej kilkadziesiąt ciosów nożem. Do zakrwawionego ciała Róży Englot przytulony był jej kilkuletni syn, który w objęciach martwej matki spędził prawdopodobnie wiele godzin. Po tym traumatycznym przeżyciu chłopiec przestał mówić. Za brutalne zabójstwo Róży skazano jej męża. Piotr Englot usłyszał wyrok ośmiu lat pozbawienia wolności, a teraz po odsiedzeniu zasądzonej kary ma wyjść na wolność, ale dochodzi do kolejnej tragedii. W czasie, kiedy Piotr znajdował się na przepustce, z balkonu wypada jego teściowa  – Stanisława Figas, która przez ostatnie lata zajmowała się wnukiem. Tylko jej udało się nawiązać  kontakt z nadal milczącym Jonaszem. Kto przyczynił się do śmierci kobiety i czy sprawę pozwoli wyjaśnić film nagrany przez sąsiada z naprzeciwka?

„Kryminaliści na ogół bywają dość tępi i zdumiewająco do siebie podobni. Większość nie grzeszy inteligencją ani pomysłowością, a interesujący stają się dopiero dzięki swoim przestępstwom. Żaden nie wierzy, że zostanie złapany”. Na szczęście przestępcy, których spotykamy na kartach powieści, są zazwyczaj o wiele ciekawsi. Nie inaczej jest w przypadku „Klatki dla niewinnych” Katarzyny Bondy, w której mamy dwóch podejrzanych – ojca i syna. Doszło do nieszczęśliwego wypadku czy jeden z nich jest bezwzględnym zabójcą? Obaj milczą, a to „najskuteczniejszy miecz niezłomnych. Jeżeli jesteś niewinny, nie musisz się bronić”. Hubert Meyer ma jedynie hipotezy i domysły, a przecież dla sądu liczą się tylko twarde dowody. Przez pierwsze dwieście stron naprawdę wciągnęłam się w akcję i nie mogłam się doczekać rozwiązania zagadki. Mógł wyjść z tego fantastyczny kryminał, ale niestety –  im sprawa bardziej się gmatwa, tym – paradoksalnie – robi się nudniej. Na początku wątek BDSM ciekawił, ale potem okazało się, że autorka  wykorzystała go jedynie jako modny dodatek do historia, która w wielu momentach zwyczajnie się nie klei.

„Czasami trzeba odpuścić. Nie mówię, że zapomnieć. Ale działać metodycznie. Umieć czekać. Prawda ujawni się z czasem sama”. Długo się wahałam, czy w ogóle sięgnąć po nową powieść Katarzyny Bondy, bo nie przebrnęłam przez serię z Saszą Załuską i nadal pamiętam z jakim trudem czytałam „Miłość leczy rany”. Jednak  „Klatka dla niewinnych” to zupełnie inna i o wiele krótsza bajka. Ja już się raczej nie przekonam do stylu Katarzyny Bondy, ale miłośnicy twórczości autorki powinni być w pełni usatysfakcjonowani kolejnym spotkaniem z Hubertem Meyerem.

Książki Katarzyny Bondy oraz inne książki kryminalne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *