“Nie cierpisz mnie, bo powiedziałem ci o sobie całą prawdę. A czy myślisz, że gdybyś ty opowiedziała prawdę o sobie, ktokolwiek by cię polubił?”. Z tym pytaniem zwraca się do nas Jack Unterweger, seryjny morderca wykreowany przez Maxa Czornyja w jego nowej książce. Jego trudne dzieciństwo odcisnęło piętno na reszcie jego życia, czyniąc go okrutnym i bezwzględnym. Wyrok i odsiadka nie przeszkodziły mu jednak w zdobyciu rzeszy fanów, którzy zaczytują się jego powieściami i wierszami oraz chętnie uczestniczą w autorskich spotkaniach z jego osobą.

„Jestem mordercą” to historia zagubionego, skrzywdzonego przez los człowieka, który, by choć przez chwilę poczuć władzę i kontrolę nad innymi, dopuszcza się najgorszych zbrodni. Śledzimy jego poczynania aż od czasów wczesnej młodości, po przykry finał, poznając jego kolejne ofiary i rozwój „kariery”. Jack, jako kilkuletni chłopak, został porzucony przez matkę. Zajmował się nim jego dziadek, który nie potrafił stworzyć dla malca ciepłego, kochającego domu. Zamiast tego zgotował mu piekło, stosując wobec niego przemoc fizyczną i psychiczną. Drastyczne opisy tego etapu w życiu Jacka pomijam, a tych, którzy jeszcze z prozą Czornyja nie mieli do czynienia, ostrzegam, że są naprawdę mocne.

Książka wydawała mi się bardzo obiecująca, zarówno ze względu na poruszany temat, jak i podejście do niego z perspektywy sprawcy. Do tego wziął się za nią nie kto inny, jak jeden z moich ulubionych twórców tego gatunku. Muszę przyznać, niestety, że się rozczarowałam. Fabułę i napięcie zabija powtarzalność zdarzeń. Nie pomaga nawet to, że skaczemy trochę po linii czasu. Powieść po stu stronach zaczyna się robić zwyczajnie monotonna, a przecież trup ściele się tak gęsto! Wydawałoby się, że taka książka wbije mnie w fotel i zmrozi krew w żyłach, a tymczasem niemiłosiernie nudziła. Z jednej strony rozumiem, że główny anty-bohater miał swój modus operandi, więc trudno się spodziewać ogromu urozmaiceń, ale ciągłe czytanie o tym, jak dusi kobiety za pomocą staników, wywoływało na dłuższą metę jedynie ziewanie. Ciekawszą częścią historii były wspomnienia z młodości, ukazujące Patologię przez duże „P”. To wtedy w psychice Jacka zaszły nieodwracalne zmiany. Stał się zimny i wyrachowany, pozbawiony empatii. Autor jednak i z tym popadł w przesadę. Nadał swojej postaci niesamowicie skomplikowaną, bolesną przeszłość, która miała go ukształtować na psychopatę wzorem dziadka oraz matki, a przecież często doprowadzić człowieka do takiego stanu mogą zwykłe drobnostki! Zamiast prostytutek, agresji czy narkotyków, wystarczyłby często nieobecny rodzic, upokorzenie przed rówieśnikami, źle zinterpretowane słowa. Myślę, że wtedy ostateczny efekt byłby bardziej interesujący. Zdaję sobie jednak sprawę, że historia dotyczy prawdziwej, istniejącej postaci, niełatwo więc było ją odpowiednio prowadzić i ubarwiać.

Kto chce czytać Czornyja, powinien uodpornić się na naturalistyczne opisy. Jeśli ktoś nie przepada za posoką lejącą się dookoła lub szczegółowymi relacjami z mordów, powinien dawkować sobie tę lekturę, ewentualnie całkowicie ją ominąć, jeśli jest szczególnie wrażliwy. Osobiście uważam, że w bibliografii autora znajdują się znacznie bardziej atrakcyjne pozycje, niż „Jestem mordercą”, jak chociażby seria o komisarzu Eryku Deryle, ale wierzę, że pojawi się wielu, którym taka opowieść oparta na faktach się spodoba i będą nią zafascynowani.

“Jestem mordercą” oraz inne książki Maxa Czornyja znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *