Trudno zliczyć książki, których akcja rozgrywa się na terenie ekskluzywnego hotelu, pensjonatu na każdą kieszeń czy przydrożnego motelu – poczynając do klasyki kryminału spod pióra Agathy Christie („Hotel Bertram”, „Pułapka na myszy”), poprzez mrożące krew w żyłach horrory Stephena Kinga („Lśnienie”  i „1408”), a na komediach kończąc („Obsługiwałem angielskiego króla” Bogumila Hrabala). W pokojach hotelowych dochodzi do wielkich tragedii, wybuchają w nich nieposkromione namiętności, a niekiedy popełniane są brutalne zbrodnie. Niektórzy zatrzymują się w hotelu na jedną noc i nazajutrz ruszą w dalszą drogą, inni pomieszkują w nim latami. Jest coś niepokojącego i równocześnie fascynującego w miejscu, przez które codziennie przewijają się dziesiątki, jeżeli nie setki podróżnych.

Pierwszy tom cyklu Hotel Varsovie zatytułowany „Klątwa lutnisty” zakończył się prawdziwym cliffhangerem, bo „podobno jakaś kobieta wyskoczyła przez okno”. Jak większość czytelników wolę zamknięte fabuły od wielotomowych serii, bo nic mnie tak nie wyprowadza z równowagi, jak nagłe zawieszenie akcji powieści w sytuacji wielkiego napięcia, kiedy akurat nie mam możliwości sięgnięcia po następną książkę. Pół biedy, jeżeli na kolejne spotkanie z bohaterami przychodzi czekać kilka miesięcy, ale co począć, jeżeli są to długie lata? Fabuła wyparowuje z głowy, a bohaterowie zlewają się w jedną całość. Zanim przystąpiłam do lektury „Buntu chimery”, musiałam sobie szybko przypomnieć wydarzenia z „Klątwy lutnisty” i było to nie lada wyzwanie, bo wystarczyłoby ich nie na jedną, a na trzy pełnowymiarowe powieści! Ze względu na mnogość bohaterów, aluzji, odniesień, wątków i powiązań stanowczo odradzam czytanie „Buntu chimery” bez znajomości pierwszego tomu.

Kontynuację „Klątwy lutnisty” autorka rozpoczyna od wiele mówiącego zdania:

„W dniu, w którym tragiczne wypadki miały dotknąć właścicielkę hotelu Varsovie, Reginę Żmijewską, jej syn Kontanty oglądał wystawione w galerii gigantycznych rozmiarów płótno nieznanego mu malarza, zatytułowane Orestes  zabija swoją matkę, i pomyślał, że on sam w głębi duszy nieraz chciał zgładzić swoją rodzicielkę.”

„Bunt chimery” to saga rodzinna, w której pierwsze skrzypce grają kobiety, wspomagane tylko przez dwóch przedstawicieli rodu Żmijewskich – Ludwika i Konstantego – postacie barwne, ciekawie skonstruowane, pełne sprzeczności i budzące skraje emocje. Na pierwszy plan wysuwają się jednak „pozbawione duszy pół-boginie, pół-zwierzęta, jakieś chimery, zdolne tylko do dręczenia męskiej płci” i owe przedziwne istoty złamią nie jedno tabu, wywołają liczne skandale, a niektóre z nich nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć zamierzone cele. Na kartach powieści spotykamy zatem skandalizują aktorkę, młodą dziewczynę, która marzy o zostaniu sławną malarką, ale też stateczną kobietę w średnim wieku, która oddaje się porywom namiętności. Akcja powieści rozgrywa się w kilku, przeplatających się ze sobą planach czasów. Autorka przeskakuje między epokami, przenoszą czytelnika również w czasy współczesne, chociaż akurat ten wątek podobał mi się najmniej.

Obok niezwykłych kobiet, jedynym z bohaterów powieści staje się sama Warszawa, która raz przedstawiana jest jako „brudna, przeludniona, pełna wiecznie głodnych, wynędzniałych nieszczęśników”, a kiedy indziej zdaje się emanować nieposkromioną energią, bo w powietrzu już czuć nadchodzące zmiany: „Warszawy nie poznasz, podziwiając pałace, zamki, czy te kamieniczki na Rynku. Musisz zobaczyć podszewkę miasta! To, co najważniejsze, znajduje się w bramach, piwnicach, na tyłach domów na obrzeżach, tam, gdzie nie dotrze nikt, kto przybył tu, by podziwia miniony splendor Wazów, Sasów czy innych możnych”. Wraz z członkami rodziny Żmijewskich przemierzamy dzielnice nędzy, ale też odwiedzamy urządzone z wielkim smakiem salony, w których spotykamy wiele postaci historycznych – Fryderyka Chopina, księcia Józefa Poniatowskiego, Władysława Podkowińskiego, Xawerego Dunikowskiego i Olgę Boznańską.

Powieść Sylwii Zientek zachwyciła mnie plastycznymi opisami dawnej Warszawy, humorem ( „Poeta cierpiący na suchoty to zdaje się w dzisiejszych czasach jedyna ścieżka kariery”) i wspaniałymi portretami kobiet. Z wielką niecierpliwością czekam na kolejną okazję, by odwiedzić Hotel Varsovie. Jestem przekonana, że tak jak w przypadku „Buntu chimery”, będzie to niezapomniany pobyt.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Hotel Varsovie. Bunt Chimery” i inne książki z kategorii beletrystyka znajdziesz w księgarni selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *