Max Czornyj wciąż podbija listy bestsellerów, jego książki zyskują sporą popularność, a jeśli o mnie chodzi, to wciąż jest moim ulubionym polskim pisarzem. Śmiało mogę go umieścić na liście uwielbianych przeze mnie od lat twórców thrillerów czy kryminałów, których powieści zawsze zbijają mnie z pantałyku, a szczegółowe opisy pobudzają wyobraźnię – choć nie zawsze te pozytywne obszary. O tak, niejednokrotnie odzywa się we mnie chora fascynacja psychopatami oraz ich poczynaniami… Bywa to dosyć niepokojące.

Chociaż Ślepiec miał być tylko pojedynczym spotkaniem z Lizą Langer i Orestem Rembertem, tak jednak ten cudowny duet doczekał się swojego kolejnego dochodzenia. I to nie byle jakiego – w trakcie wycinki lasu zostaje odnaleziony masowy grób, a znajdujące się w nim zwłoki nie są takie zwyczajne… Początkowo wszystko wskazuje na zbrodnie wojenne i nikt nie łączy tej sprawy z zaginięciem młodej kobiety czy pogróżkami słanymi w stronę słynnego milionera. Ale im więcej faktów wychodzi na jaw, tym bardziej policja zaczyna dostrzegać w tym wszystkim jakąś spójność – choć nie da się ukryć, że dotarcie do sedna sprawy jest wyjątkowo trudnym zadaniem, nawet dla tak zaangażowanej komisarz jak Langer.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak autor stopniowo wprowadzał kolejne elementy do tej powieści i jak znakomicie połączył je w spójną, niesamowicie logiczną, a wciąż nieprzewidywalną całość. Myślę, że każdy, kto już ma za sobą kilka powieści Maxa Czornyja wie, że można się po nim spodziewać praktycznie wszystkiego. Ten człowiek stale zaskakuje swoich czytelników, bawi się z nimi w kotka i myszkę – niezależnie od tego, po którą powieść się sięga. Nie inaczej jest tutaj – niby naprowadza nas na pewne tropy, niby daje chwile wytchnienia, a jednak książki nie sposób odłożyć choćby na chwilę. Odpowiednie stopniowanie napięcia, wyjątkowo zaskakujące zwroty akcji, mocne zakończenia rozdziałów, pełne niedopowiedzeń – po prostu nie da się nie czytać dalej.

Ostrzegam jednak, że to chyba najbardziej makabryczna książka Maxa. Nawet ja, osoba, która lubuje się w mocnych i konkretnych opisach zbrodni czy tortur, chwilami nie dowierzała w to, co czyta. A skoro poruszyło to w jakiś sposób nawet mnie, charakteryzującą się znieczulicą i chorą fascynacją względem tego typu spraw, to nie chcę sobie nawet wyobrażać, co mógłby poczuć normalny czytelnik. Wstręt? Grozę? Obrzydzenie? Mdłości? Lęk? Wszystko na raz? A najlepsze jest to, że mimo wszystko bywamy tego wszystkiego spragnieni! Pragniemy przekraczania granic, a Max Czornyj się tego nie boi. Śmiało oferuje czytelnikom naprawdę porządną makabrę, taką, która porusza nerwy i wyobraźnię. Taką, która wykręca żołądek. I takie sceny, w których serce na moment się zatrzymuje. Więc zaufajcie mi – tutaj jest naprawdę piekielnie makabrycznie. Gorzej niż w najlepszych powieściach Mastertona…

Pojawia się również motyw nazistów i poszukiwań pradawnych pism medycznych, w tym również wyprawy do Tybetu, która odbyła się w 1938 roku pod dowództwem Ernsta Schäfera. Każdy, kto choć trochę zna się na historii, słyszał na pewno, że naziści, w tym również sam Hitler, interesowali się szeroko pojętą medycyną, wiedzą tajemną czy ezoteryką. Próbowali zdobyć każdą możliwą przewagę nad wrogiem, pragnęli rozwijać swój naród – każdym możliwym sposobem, byle niosącym ze sobą sukces. Nawiązanie do działań związanych z wiedzą przywiezioną z Tybetu jest… nad wyraz niepokojące i makabryczne. Zwłaszcza tutaj, gdy inspirację z tego czerpie szaleniec.

Czy wspominałam, że przepadam za duetem, jaki tworzą Langer i Rembert? Liza to niesamowicie twarda kobieta, mocno stąpająca po ziemi, kochająca swoją robotę, dążąca śmiało do celu. Bardzo charakterna postać. Jej zrównoważeniem jest spokojny Rembert, który choć świetnie sprawdza się jako profiler, nie zapomina o zwyczajnych, ludzkich potrzebach – a niestety jego partnerka czasem owszem. Świetnie się nawzajem uzupełniają. Prowadzone przez nich śledztwo jest skomplikowane, pojawia się w nim wiele wątków, a oprawca zdecydowanie nie zamierza zaprzestać swoich poczynań. Co się okazuje na sam koniec – mamy do czynienia z szaleńcem, który ma konkretny plan działania, pojawia się również geneza jego zachowania. To lubię!

Osobiście uważam, że Max Czornyj po raz kolejny miał znakomity pomysł na fabułę, a wykonanie nie pozostawia wiele do życzenia. To jest pisarz, który stale się rozwija, każdą kolejną książkę dopracowuje jeszcze bardziej, aby zapewnić czytelnikowi niesamowite doznania. Grób wciąga i szokuje, jest w pełni przemyślaną i dopracowaną powieścią, w której nie brakuje scen tylko dla ludzi o mocnych nerwach (i żołądkach…). Doskonały, porywający thriller, który nie da Wam spokojnie spać po nocach.

Autorka recenzji: Magdalena Senderowicz

“Grób” i inne książki Maxa Czornyja znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *