„Coco powiedziała, że muszę znaleźć sobie ochronę. […] Być może to ochrona znalazła mnie. […] Nikt mnie nie skrzywdzi, jeśli będę miała chasseura za męża. Sami chasseurzy nie będą stanowić dla mnie zagrożenia, jeśli zdołam utrzymać pozory. Jeśli powstrzymam się od czarowania w ich pobliżu. Nigdy się nie dowiedzą, że jestem czarownicą. Najciemniej jest pod latarnią”. Tym cytatem można by pokrótce streścić, czego dotyczy debiutancka książka pióra Shelby Mahurin, zatytułowana „Gołąb & Wąż”. A zatem czego można się po niej spodziewać? Trudnych wyborów. Wielkiego ryzyka. Walki o przetrwanie. Rozkwitającej miłości. A to wszystko z domieszką magii.

Od razu zastrzegam, że tej powieści trzeba dać czas. Czytelnik musi się z nią „dotrzeć”, tak samo jak jej główni bohaterowie ze sobą. Sam motyw jest ciekawy i od początku potrafi zaintrygować czytelnika, jednak pierwsze sto stron wcale nie tak łatwo ugryźć. Akcja się nie wlecze, co to, to nie! Ale mimo tego jakoś trudno było mi wbić się zupełnie w ten świat. Łapałam się na tym, że gdy odkładałam książkę, natychmiast zapominałam, o czym ona w ogóle jest. Może to przez to, że na wstępie zostałam zbombardowana masą różnych imion. Może to przez to, że nie znając zasad uniwersum zostałam rzucona na głęboką wodę przez autorkę, która od razu zaczyna fabułę od organizacji epickiej kradzieży. W każdym razie pierwsza faza czytania była dla mnie odrobinę męcząca. Stan ten zmienił się jednak błyskawicznie po przymusowym ślubie Lou i Reida. Tych dwoje dostało od Mahurin coś, czego zwykle w romansach brakuje – czas. I wspaniale go spożytkowało. Wiele razem przeszli, poznali się, zaakceptowali. Ale, ale! Przecież to by było za proste. W końcu to nie jakaś banalna miłosna powieść! Na czym więc polega haczyk? Reid jest łowcą czarownic, a Lou czarownicą właśnie. Co prawda mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, jednak to małżeństwo to nie tylko mieszanka skrajnych osobowości, ale wręcz śmiertelni wrogowie!

Styl autorki mnie po prostu oczarował. Pisze w taki sposób jak J.R.R. Tolkien albo J.K. Rowling – uniwersalnie. Jej tekst mógłby przeczytać każdy, bo jest na tyle zrozumiały i prosty, że nie stanowiłby bariery dla mniej doświadczonych czytelników, a jednocześnie nie wpada w infantylne tony, więc nie zrazi prawdziwych książkowych wyjadaczy. Kreacje postaci i dialogi są zrobione na tyle umiejętnie, że praktycznie przeskakuje się przez kolejne rozdziały.

Na koniec odniosę się jeszcze do okładki, która zapiera dech w piersiach. Podoba mi się ten projekt, w szczególności z uwago na kolory. Szkoda mi tylko gołębia, który się aż nazbyt skrzętnie ukrywa za wężem. Bo, nie oszukujmy się, ta gadzina kradnie całą uwagę dla siebie.

Z całego serca polecam książkę Shelby Mahurin entuzjastom fantastyki. Myślę, że główną grupą docelową w tym wypadku jest młodzież i świeżo upieczeni dorośli, z uwagi na to, że poza wątkiem romansowym, fabuła jakoś szczególnie nie zachwyca. Co prawda znajdzie się tu trochę polityki i brutalizmu, ale jest on wyważony na tyle, że raczej nie porwie fanów mocnych wrażeń, złamanych kończyn oraz lejącej się posoki. Niemniej, powieść zapewnia dobrą rozrywkę, zwłaszcza gdy już się porządnie rozkręci.

„Krew & Miód”oraz inne książki fantastyczne znajdziecie na stronie internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *