Twórczość Agaty Przybyłek już od pierwszego spotkania przypadła mi do gustu. Ta autorka ma coś w sobie takiego, że jej książki czyta się z przyjemnością. Są pełne ciepła i pozytywnych emocji. Mało w nich wymyślnych i widowiskowych trudności, rzucanych bohaterom pod nogi, by trochę pokrzyżować ich plany. Zamiast tego mamy, no cóż, samo życie. A ono przecież nie raz potrafi spłatać nam niezłego figla. I to wystarczy, żeby oddać się lekturze na długie godziny i nie pożałować.

W „Gdybym cię nie spotkała” poznajemy historie trójki bohaterów: Sary, Daniela oraz Chany. Wątek te ostatniej zaczyna się najwcześniej, bo w roku 1941. Kobieta jest zasymilowaną Żydówką, która opiekuje się dziećmi w ochronce. Poświęca im każdą wolną chwilę, czym sporo ryzykuje, biorąc pod uwagę czasy, w której przyszło jej żyć. Ona jednak, wierząc w ludzkie dobro, stara się postępować właściwie i pomóc potrzebującym ją maluchom.

Przenieśmy się teraz o kilka dekad naprzód i poznajmy Sarę – również na co dzień pracującą z dziećmi i kochającą to, co robi. Choć do emerytury jej jeszcze daleko, kobiecie doskwiera nieco myśl, że po całym dniu spędzonym wśród ludzi w gwarze i przyjemnym chaosie, wraca do pustego mieszkania. Trochę działa na nią presja społeczeństwa, ale też przede wszystkim znaczenie ma tu poczucie braku tego kogoś, kto przygotuje dla niej obiad, kiedy wieczorem doczłapie zmęczona do domu, kto będzie zasypiał i budził się koło niej oraz wypełni jej serce ciepłem i miłością.

Sam wątek Sary przypadł mi mniej do gustu niż ten Chany. Kobieta ma zdecydowanie bardziej beztroskie życie, nie stoi przed trudnymi wyborami. Mimo to swoim, nazwijmy to, szlachetnym zachowaniem stała się dla mnie inspiracją. Pokazuje, że należy pomagać innym, nie czekać aż sami nas o coś poproszą. Angażuje się, mimo, że inni patrzą z obojętnością i tym zyskała mój szacunek.

Przejdźmy teraz do naszego rodzynka, Daniela. Mężczyzna do tej pory zawodowo zajmował się bieganiem. Jego życie kręci się wokół siłowni, aktywności fizycznej i zawodów. Ten stan zostaje jednak przerwany niespodziewaną, aczkolwiek poważną, kontuzją. Uszkodzona stopa w końcu staje się na tyle uciążliwą przeszkodą, że kończy się to gipsem i chodzeniem o kulach.

Daniel nie zna już życia poza sportem, więc nie bardzo potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na znajomych liczyć nie może, ponieważ oni tak jak on do tej pory, nie widzą świata poza bieganiem. Jego rodzice już nie żyją, za to wciąż zostaje mu brat, z którym mężczyzna ma bardzo dobre relacje. Dlatego też, gdy tylko pada propozycja, aby Daniel przez jakiś czas pomieszkał w starym domu rodzinnym z nim i jego żoną, ten nie zastanawia się długo. Pakuje manatki i otwiera nowy rozdział w swoim życiu.

„Gdybym cię nie spotkała” zaskoczyła mnie swoją treścią. Było w niej poruszonych wiele ciężkich tematów, a spodziewałam się lekkiej lektury, w której największym „problemem” będzie brak drugiej połówki albo jakieś nieporozumienie rozdmuchane do rangi obrazy majestatu. Tymczasem z zadowoleniem dostałam dużo bardziej poruszającą powieść (zwłaszcza część dotyczącą Chany). Nie mogę wyjść z zachwytu nad tym, co przeczytałam. To Agata Przybyłek od strony, której dotąd nie znałam, a którą chciałabym zbadać lepiej.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Gdybym cię nie spotkała” i inne książki Agaty Przybyłek znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *