Olę i Łukasza dzieli dosłownie chwila od powiedzenia sobie sakramentalnego „tak”. Ostatnie dni kobieta spędza na gruntownych przygotowaniach do ślubu. Wszystko jednak wydaje się nie na swoim miejscu: sukienka, którą wybrały mama i koleżanki nie taka, szpilki za wysokie a tyle jeszcze rzeczy przecież trzeba ogarnąć! Ola z dnia na dzień jest coraz bardziej nerwowa. Cała sytuacja zdaje się ją przerastać. Ludzie wokół niej zaczynają zadawać pytanie, czy ten ślub to aby na pewno dobry pomysł?

Na domiar złego decyzję utrudnia fakt, że ktoś ewidentnie chce nie dopuścić do ceremonii. Kiedy Ola znajduje karteczkę z napisem „Ucieknij ze mną”, wszystko – jej plany, uczucia i marzenia – staje pod znakiem zapytania. I to nie tylko w jej przypadku tak się dzieje.

Opis fabuły na okładce książki od początku wydał mi się ciekawy. Ileż to filmów pokazało ucieczkę tuż sprzed ołtarza, bieg w białej sukni w popłochu przed niedoszłym mężem, czy też smutne przemowy i przeprosiny za zerwanie zaręczyn. „Biegiem po miłość” też wydawała się obiecywać podobne przeżycia. Dodatkowo oczarowywał fakt, że nie znamy tożsamości osoby, która dąży do rozpadu związku. Już pierwsze akapity pozwalają snuć przypuszczenia i rozmaite teorie dla zakończenia. Niestety nie znajdziemy tu tylu emocji i wahania, jak można by oczekiwać. Akcja snuje się nad wyraz powoli. Kiedy my nie jesteśmy w stanie doczekać się aż główna bohaterka odnajdzie liścik i rozpocznie się chaos, serwuje się nam długie i smętne opisy. Przykładowo dobre kilka stron autorka poświęciła na opisanie „łypania okiem” przez druhnę. Przy opisie różnych tęczówek zaczęłam odpływać. Oczywiście znajdą się zwolennicy takiej prozy i humoru. Śmiało mogę stwierdzić, że momentami przypominają styl Sławomira Mrożka, jednak ów pisarz nie zwykł dawać obietnicy, iż jego twór będzie zwykłą obyczajówką. On miał bawić i szokować, kontrast i przerysowanie było motywem przewodnim, a niestety u Radomskiej groteska nie jest odpowiednio wyważona. Gdyby autorka zrezygnowała z rozciągania niektórych scen, całość wypadałaby dużo lepiej.

Poczucie humoru też do mnie specjalnie nie trafia, a to właśnie za sprawą wydłużania żartu niemal na siłę. Można się uśmiechnąć, kiedy wspomina się, że bohaterowie od przygarnięcia króliczka każdą czynność określają jako kicanie, ale kiedy kicają tak przez kolejne zakicanych pięć stron, to ma się ochotę odkicać od książki na dobre. Już na początku akcja zwalnia niemiłosiernie. Najpierw jest krótka wzmianka o podrzuceniu karteczki – głównego zapalnika do oczekiwanych przez czytelnika późniejszych zdarzeń, a później musimy stać wraz z przyszłą Panną Młodą w salonie i męczyć się przy przymierzaniu sukien razem z nią. Na siłę podaje się nam jej niezbyt pasjonujące przemyślenia, że ta suknia jej nie pasuje, że trzeba podroczyć się ze świadkiem, że rodzina idzie na kawę… A kiedy wreszcie wychodzimy z salonu i oddychamy z ulgą, to zaraz potem bach! Siedzimy w mieszkaniu i sytuacja się powtarza.

Sama książka gdyby nie obiecywała szalonej, wciągającej fabuły mogłaby być uznana za dobrą kandydatkę na szkolną lekturę, bo jej forma i sposób przedstawiania świata są na swój sposób niebanalne i ciekawe, jednak sprzedawanie jej jako powieść fabularną, która ma się po prostu sprzedać nie wychodzi jej na dobre, bo może zwyczajnie pod tym kątem czytelnika rozczarować.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Biegiem po miłość” i inne książki z kategorii beletrystyka literatura piękna znajdziesz w księgarni selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *