Ponownie nastał czas, w którym ludzie dosłownie wariują. Czas, kiedy jesteśmy bombardowani informacją: „Lada moment święta!”. Szczerze? Chętnie przeprowadziłabym się na bezludną wyspę, byleby nie musieć słuchać o tym już od października. O dziwo, wydawnictwa również potrafią zaszaleć, ponieważ 30 października ukazała się świąteczna propozycja od Agaty Przybyłek. „Bądź moim światłem”, bo o tej książce mowa, to opowieść o Magdzie, która została doświadczona przez życie. Nie wiedzie jej się, ale pewnego wieczora poznaje Michała, który potrafi wnieść w jej życie nieco radości. Dziewczyna jako mężatka nie czuje się z tym dobrze, ale czy to znaczy, że powinna sobie odmawiać rozmów z drugim człowiekiem? Czy posiadanie męża wymusza ograniczenie kontaktu z innymi?

A teraz małe sprostowanie, bowiem książkę tę ze świętami łączy jedynie okładka! I ja się nabrałam! Fakt, opis nie wspomina nic o świętach, niemniej okładka już tak. Gdy na nią patrzę, czuję zapach choinki i widzę te wszystkie przygotowania. Ale gdy okładka znika i pojawiają się literki, nagle pojawia się pytanie: „O co tu właściwie chodzi?”

Po raz kolejny mam tyle myśli w głowie, że nie wiem, od czego zacząć. Mam wręcz wrażenie, jakby książkę pisał ktoś inny albo autorka robiła to trochę na siłę. Zabrakło kilku rzeczy. Przede wszystkim klimatu świąt, którego się spodziewałam. Co dostałam? Trzech bohaterów, którzy… tutaj jest czas, by ugryźć się w język, bo to byłby spojler. I ciężko cokolwiek napisać, by nie zdradzić zbyt wiele. Przejdę zatem do przemyśleń.

Po pierwsze: zwroty akcji rozmieszczone są bardzo niekorzystnie. Owszem, podczas czytania ciągle jest ten pierwiastek niepewności, jednak trzeba strasznie długo czekać, by zaczęło się naprawdę dziać.

Po drugie: bohaterowie są całkiem przyzwoicie wykreowani. Choć pod adresem Magdy podczas lektury płynęły ode mnie same negatywne emocje. Jestem w stanie wykrzesać z siebie zrozumienie, niemniej i tak miałam ochotę ją udusić. Wzbudziła we mnie mnóstwo złej energii, którą chciałam jej odesłać. Z jednej strony to źle, ale z drugiej dobrze. Jej zachowanie mogłoby być tematem do burzliwej dyskusji. Jestem tego pewna!

Po trzecie: promocja Gdańska. Rozumiem sympatię i sentyment autorki do tego miasta, niemniej chwilami miałam wrażenie, że opisy miejsc są ważniejsze od fabuły. Jakbym miała do czynienia z takim przekazem podprogowym, który ma zaszczepić we mnie chęć odwiedzenia północnej części kraju. Niby nie ma w tym nic złego, ale w tym przypadku jakoś mnie to raziło i przeszkadzało.

Po czwarte: zakończenie. Tutaj mam ochotę westchnąć i to czynię. Okropne! Środek ciężkości został przeniesiony zbyt daleko. To trochę tak, jakby czekać przez cztery godziny na swojego idola i móc zobaczyć go, gdy przechodzi z samochodu do budynku. Naprawdę?! Myślałam, że zadzieje się znacznie więcej i znacząco szybciej! Byłam i jestem rozczarowana. Wielki finał w moich oczach pisany był totalnie od niechcenia… a można było zrobić z tego naprawdę coś super!

„Bądź moim światłem” nie należy do najlepszych książek Agaty Przybyłek – w mojej opinii. Pierwsze potknięcie to nawiązanie okładką do świąt, przez co czytelnik nastawia się na historię w tej tematyce. Ponadto historia Magdy została nieco zbyt mocno rozciągnięta w czasie, a jej mąż został potraktowany bardzo krzywdząco – uważam, że jego perspektywa była najciekawsza i zdecydowanie zasługiwała na więcej uwagi. Szkoda, bo to tak, jakby porzucić najlepsze rozwiązanie na rzecz każdego innego. To on był najciekawszą postacią, nie Magda. Niemniej pomimo wszystko, historia niesie ze sobą przesłanie i traktuje o prawdziwym życiu i problemach. Chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów… z naciskiem na Pawła!

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Bądź moim światłem” i inne książki świąteczne znajdziesz w księgarni selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *