„I przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.” Czy taką przysięgę złożyli sobie bohaterowie książki „Awaria małżeńska” duetu Natasza Socha i Magdalena Witkiewicz?  W prawdziwym życiu, w odróżnieniu od większości powieści dla kobiet, z tą zgodnością, szczęściem i trwałością bywa różnie. A może obiecywali sobie, że będą ze sobą na dobre i na złe, w zdrowie i chorobie, dopóki śmierć ich nie rozłączy? Łatwo powiedzieć, ale co jeżeli żony zostają poszkodowane w wypadku z udziałem kota oraz autobusu kierowanego przez miłośnika zwierząt i trafiają na kilka tygodni do szpitala? Nagle życie rodzinne staje na głowie, bo dziećmi i domem muszą się zająć zapracowani mężowie. „To będzie gorsze niż awaria pralki, lodówki i odkurzacza naraz! Kumulacja stresu i chaosu, doprawiona całkowitym brakiem organizacji”. I humorem, bo „Awaria małżeńska” to najzabawniejsza książka, jaką przeczytałam w tym roku!

Justyna żyje w na pozór szczęśliwym związku z Mateuszem. Para doczekała się dwójki dzieci – Kacpra i Olgi, ale pod swoją opieką ma też królika o imieniu Zgryz. Ewelina niedawno wyrzuciła męża z domu. Sebastian mieszka w sterylnym biurze i rzadko widuje córkę Emilię oraz syna Brunona. Kiedy Justyna i Ewelina trafiają do szpitala, to ich mężowie muszą przejąć wszystkie obowiązkowi domowe, ale „to przecież tylko dzieci i parę dodatkowych aspektów z nimi związanych”. Te aspekty to robienie zakupów, pranie, gotowanie, sprzątanie, odwożenie pociech do szkoły, odrabiania z nimi prac domowych ze wszystkich możliwych przedmiotów, przygotowywanie niezliczonych prac na konkursy… Lista nie ma końca. Nie od dziś wiadomo, że „mężczyźni nie mają podzielnej uwagi i gdy koncentrują się na jednym, to wszystko inne kuleje”, ale z drugiej strony – „oni zawsze sobie jakoś radzą”. Czy Sebastian i Mateusz sprawdzą się w nowych rolach ?

„Bo tacy są mężczyźni, droga pani. Tacy są. Podli, niewdzięczni i beznadziejni. Beznadziejni, droga pani”. Mateusz i Sebastian nie doceniają swoich żon, nie są jakoś szczególnie zaangażowanie w wychowanie swoich dzieci i wydaje im się, że wszystko w domu robi się samo, więc zderzenie z rzeczywistością, w której to na ich barkach spoczywa obowiązek ogarnięcia domowego chaosu, okaże się dla nich wyjątkowo bolesne. „Najtrudniejszy był pierwszy dzień. Oraz drugi, a także kolejne”. Potem poszło już jak z górki, bo „zorganizowanie dnia nie może być w końcu aż takie trudne, to tylko kwestia wprawy”, a wprawy panowie nabierają z każdym kolejnym rozdziałem. Obserwowanie zmagań Mateusza i Sebastiana sprawiło mi ogromną frajdę. Autorki opisują ich codzienną szarpaninę z tak dużą dawką humoru i ciepła, że „Awaria małżeńska” wywoła uśmiech na twarzy nawet największego ponuraka. Raz nawet zdarzyło mi się wybuchnąć śmiechem, a to za sprawą reklamacji w Ikei, ale przezabawnych scen i postaci jest w książce co niemiara. Od razu polubiłam zarówno mieniącą się złotem „ornitolożkę” Dżesikę, jak i pedantyczną teściową, dla której „rozsypany cukier jest niezaprzeczalnym dowodem na patologię w rodzinie”.

Przez trzysta dziewięćdziesiąt stron uśmiech nie schodził z mojej twarzy, za co serdecznie dziękuję autorkom „Awarii małżeńskiej”. Doskonale się bawiłam, śledząc losy „bliźniaków syjamskich złączonych losem tymczasowych samotnych ojców” i bardzo żałuję, że moja przygoda z Mateuszem i Sebastianem dobiegła już końca. „Awaria małżeńska” to świetna książką na poprawę nastroju i gorąco polecam ją wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć,  jak przetrwać awarię małżeńską!

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *